Fobia szkolna nie rozwija się u wszystkich dzieci, które są straszone przez rówieśników albo rozliczane z ocen przez rodziców. To, czy się pojawi, zależy od struktury osobowości malucha, jego cech charakteru (nieśmiałość, lękliwość, mała samodzielność, niska samoocena, nadwrażliwość emocjonalna), atmosfery w domu, relacji z rodzicami i z rodzeństwem.
Nieśmiałość u dziecka w szkole może objawiać się brakiem własnej inicjatywy, brakiem chęci do działania – zwłaszcza w grupie, niechęcią do odpowiedzi przy tablicy oraz niechęcią do wygłoszenia własnego zdania. Nieśmiałe dziecko częściej niż jego bardziej odważni rówieśnicy będzie miało kłopot z poczuciem własnej
REFERAT Temat: DZIECKO NIESŁYSZĄCE W KLASIE INTEGRACYJNEJ. Droga do stworzenia świata, w którym nie istnieje słowo – integracja (bo ludzie nie muszą się integrować, jest jeden świat mieszczący wszystkich, bez względu na swoją niepełnosprawność), jest jeszcze, niestety, przywołuje na myśl wózek inwalidzki, kule, protezy. Słowem, pewne ograniczenia w poruszaniu. Istnieje jednak jeszcze inna, boleśniejsza, niepełnosprawność – bariera komunikacyjna, brak wspólnego języka. I to jest chyba podstawowy problem nauczania i wychowania dzieci niesłyszących. Ludziom słyszącym bardzo trudno wyobrazić sobie życie osoby głuchej. Świat osoby głuchej jest dziwnym światem, prawie niemożliwym do pojęcia dla osoby słyszącej, tak bardzo zależnej od swojego słuchu. To właśnie przez słuch osoba słysząca kształtuje swój sposób życia, mówienia, komunikowania się. To sprawia iż uważa ona, że świat osób głuchych jest światem ubogim i że wiele drzwi pozostaje dla nich zamkniętych. Mówi się, że świat głuchych to świat ciszy. Ale jest to złudzenie tych, którzy słyszą. Ludziom słyszącym wydaje się, że głusi spostrzegają świat w taki sposób jak oni sami, gdy wyłączą radio, zamkną się we własnym wyciszonym pokoju, albo gdy zatkają sobie uszy. W świecie bezdźwięcznym znajdują się ci, co utracili słuch i są w stanie wyobrazić sobie jego obraz nasycony gwarem rozmów, hałasem pojazdów, dźwięcznością przyrody, muzyką, płaczem dziecka, śmiechem, znajomą strofą poezji ...„Ci, którzy są głusi od urodzenia znajdują się w innym świecie – świecie konkretów. A jest to świat, którego ludzie normalnie słyszący nie potrafią sobie wyobrazić” . Nie wystarczy bowiem odizolować się od źródeł dźwięków, by przez jakiś czas być głuchym i doznawać wrażeń, jakich doznają głusi. Niesłyszący również nie potrafią wyobrazić sobie świata osób słyszących, bo wyobrażenie takie musiałoby posiłkować się kategoriami językowymi i abstrakcyjnymi, a tego właśnie w świecie głuchych nie ma. Dziecko z wadą słuchu jest jak inne dzieci: biega, uśmiecha się, lubi się bawić i płatać figle, jest ciekawe świata, płacze lub się smuci, gdy przydarzy mu się coś nieprzyjemnego... Trudności pojawiają się, gdy ma nawiązać kontakt słowny, coś powiedzieć od siebie lub odpowiedzieć na pytanie, śledzić tok lekcji, dyskusję czy aktywnie uczestniczyć (a nie być tylko obecne) w zajęciach grupowych. Dzieci z uszkodzonym słuchem mogą przeżywać pełne i satysfakcjonujące życie jak inni. Potrzebują tylko odpowiedniego wspomagania i warunków do rozwoju indywidualnego potencjału. Zindywidualizowane formy pracy i oceny osiągnięć ucznia oraz wiedza o jego możliwościach i ograniczeniach są niezbędne nauczycielowi w pracy. Dzięki temu uczeń może w pełni rozwijać się intelektualnie i na lekcji stosowane są metody podające, trzeba pamiętać zawsze o optymalnych warunkach słuchania. Dziecko z wadą słuchu musi dobrze widzieć twarz mówiącego, odległość między niesłyszącym uczniem a nauczycielem powinna być jak najmniejsza, nauczyciel nie może chodzić po klasie, zmieniać swojego miejsca. Dziecko z wadą słuchu nie może jednocześnie słuchać i notować, każde pochylenie głowy nad kartką sprawia, że uczeń gubi wątek, nie wszystko do niego dociera. Aby recepcja nie polegała jedynie na zapamiętaniu nie powiązanych ze sobą i pozbawionych sensu lub zniekształconych myśli wykładu, uczeń powinien wcześniej wiedzieć, co będzie tematem rozważań, jakie zagadnienia są najistotniejsze, na jakie pytania będzie musiał odpowiedzieć po wysłuchaniu wypowiedzi nauczyciela. Wszystkie zastosowane w wypowiedzi nowe terminy i pojęcia powinny być jasno zdefiniowane, wyjaśnione. Należy także pamiętać, że męczliwość ucznia z wadą słuchu jest o wiele większa niż jego słyszących rówieśników, bowiem jego koncentracja uwagi musi być o wiele wyższa. Pogadanka zwykle stanowi swoisty dialog między nauczycielem a uczniami i dlatego też uczeń z wadą słuchu musi niemal błyskawicznie lokalizować mówiącego, słuchać wypowiedzi z różnych miejsc sali, mówiących w różnym tempie, z różnym natężeniem głosu. To wszystko oczywiście bardzo utrudnia słuchanie. Recepcja treści przekazywanych za pomocą pogadanki jest bardzo trudna dla dziecka z wadą słuchu. Zazwyczaj uczeń niesłyszący mało korzysta z lekcji prowadzonych tą metodą zatem warto zastanowić się przed realizacją lekcji, jak zindywidualizować pracę dziecka z wadą słuchu. Może warto wcześniej zapoznać ucznia z pytaniami, które postawione zostaną na lekcji i wskazać mu, jaka wiedza będzie konieczna, aby odkryć odpowiedzi. Przy okazji pogadanki należy często zwracać się do ucznia z wadą słuchu, sprawdzać jego rozumienie zagadnień, dawać mu zadania do indywidualnego dyskusji zakłócenia informacyjne powodowane są przede wszystkim ilością mówiących i odległością, jaka dzieli ucznia niesłyszącego od wypowiadających swoje zdanie. Uczeń z wadą słuchu nie uczestniczy zazwyczaj aktywnie w dyskusji, a co za tym idzie – jego postawa jest bierna, to z kolei sprzyja dekoncentracji korzystne dla ucznia z wadą słuchu bywają dyskusje typu „burza mózgów”, „dyskusja panelowa”, „dyskusja piramidowa” czy „dyskusja kielecka”. Przy okazji np. „burzy mózgów” sformułowane problemy zostają zapisane, a zgłaszane pomysły na ich rozwiązanie są rejestrowane, a więc uczeń niesłyszący ma szansę na poprawną recepcję przekazywanych treści. Metody aktywizujące (drama, inscenizacja, pokaz połączony z przeżyciem, różne gry dydaktyczne, planszowe syntezy, metaplany, metody projektów) wymagają od ucznia określonego działania i celem ich jest oddziaływanie na wyobraźnię i wrażliwość dziecka. Należy więc zwrócić uwagę na korzyści, które mogą być udziałem ucznia niesłyszącego, jeśli będzie uczestniczył aktywnie w zajęciach prowadzonych tymi sposobami, gdyż one nie tylko zmuszają dziecko do określonego działania, ale także wpływają na wyobraźnię i pamięć poprzez określony obraz – co w przypadku dziecka z wadą słuchu ma ogromne znaczenie. Pojęcia przedstawione graficznie na planszy, schemacie, plakacie czy wreszcie pokazane poprzez mimikę i gest, ruch ciała, stają się lepiej zrozumiane i utrwalone. Ale stosowanie tych metod niesie ze sobą także pewne zagrożenia – nieodpowiednio przygotowany uczeń może odbierać wszystkie działania jako chaos, może w ogóle nie rozumieć sposobów dochodzenia do wiedzy i umiejętności, a co za tym idzie nie korzystać z wypracowanych wniosków. Stosując metody kierowania samodzielną pracą ucznia uczymy uczenia się, samodzielności poznawczej, korzystania z różnych źródeł informacji. Kiedy na lekcji stosuje się pracę z tekstem i kieruje się pracą umysłową ucznia, należy pamiętać o trudnościach dziecka niesłyszącego z recepcją przekazanej treści, pamiętać o jego poziomie językowym, o jego rozwoju mowy. Warto więc dokładnie zaplanować pracę dziecka, wskazać np. na jakie pytania będzie musiało odpowiedzieć, jakie fragmenty tekstu są najistotniejsze, z jakich dodatkowych wydawnictw (np. encyklopedie, słowniki) należy korzystać, jak wyjaśniać nieznane słowa. Planując pracę z tekstem warto zindywidualizować działania ucznia niesłyszącego, dostosować polecenia do jego rzeczywistych możliwości, wybrać takie teksty bądź takie ich fragmenty, które uczeń ma szansę zrozumieć. Uczeń z wadą słuchu musi być szczególnie przygotowywany do czytania ze zrozumieniem. Język literatury pięknej, stylizacje językowe i inne zabiegi artystyczne sprawiają, że tekst wypowiedzi literackiej staje się dla wielu niesłyszących uczniów niekomunikatywny. Każde samodzielne czytanie powinno poprzedzać przygotowanie, które należy uzależniać od umiejętności dziecka: kiedy dziecko jest na etapie rozumienia słów, nie można wymagać od niego czytania długich fragmentów tekstu. Prowadząc lekcje według wyżej opisanych metod należy także pamiętać o metodach komunikacji pozawerbalnej. Bowiem nie tylko słowa, ale także gesty naturalne, język ciała, ekspresja twarzy mają istotny udział w życiu emocjonalnym dziecka niesłyszącego, ponieważ jest ono istotą wizualną – nastawioną bardziej na odbiór informacji wizualnych niż słuchowych (audytywnych). Przekazując spontaniczne komunikaty w postaci słów warto dołączyć gesty, ekspresję twarzy, elementy języka ciała, bo właśnie język i środki pozawerbalne odgrywają istotną rolę w regulacji zachowań społecznych. Uwzględniając środki pozawerbalne w procesie komunikacji można właściwie odczytywać zachowanie dziecka niesłyszącego odzwierciedlające jego myśli, uczucia, pragnienia i życzenia. Pierwsze lata spędzone w szkole na długo zostają w pamięci każdego dziecka. Jeśli w tym czasie dzieci odczują, że są akceptowane, ważne, dostrzegane to będzie to procentowało w dalszej nauce właściwą postawą. Pomoże dziecku przezwyciężać stresy, trudności i niepowodzenia. Dzieci z wadą słuchu mają często bardzo trudną sytuację. One są „jedyne” w klasie – nie znajdują w niej podobnych do siebie w wymiarze „słyszę – jestem niesłyszący”, a przecież podobieństwa przyciągają, łączą, budzą sympatię i chęć wspólnego przebywania. Aparat słuchowy wówczas komunikuje otoczenie: „Jestem różny od was”. Na szczęście nie tylko od tego zależy bycie z drugą osobą i zdolność do bycia z innymi ludźmi. Ważne, aby w życiu dziecka z wadą słuchu był ktoś, kto pozwala mu być sobą, z jego wadą i naprawdę robi wszystko, by mieć z nim prawdziwy kontakt, czyli stwarza mu tym samym warunki budowania tożsamości prawdziwej – tożsamości dziecka niesłyszącego. Dzieci z wadą słuchu uczą się bycia wśród słyszących małymi kroczkami. Oswajają się stopniowo z kolegami słyszącymi i jednocześnie pozwalają swoim rówieśnikom poznać siebie. Mają jednak mniejsze poczucie własnej wartości od rówieśników słyszących oraz wiele problemów emocjonalnych i społecznych. Wymaga się od dziecka z wadą słuchu całkowitego dostosowania się do zwyczajów językowych słyszącego otoczenia, które ze swej strony często nie jest gotowe się dostosować. Dlatego należy zabiegać o pełne zrozumienie dla dzieci niesłyszących u innych kolegów. Oni muszą być tolerancyjni, koleżeńscy, nieobojętni i chętni do pomocy. Muszą być wrażliwi na codzienne szkolne trudności kolegi wynikające z uszkodzenia słuchu. W tym celu warto wspomagać ich zdolności empatyczne. Wychowawca ma obowiązek uświadamiać słyszących rówieśników jak ich kolega nieustannie walczy, aby dorównać innym, jak bardzo przeżywa brak możliwości swobodnego komunikowania się, widząc jak łatwo i bez problemów porozumiewają się inni. Warto przedstawić także jak wygląda nauka mowy dziecka niesłyszącego, ile trudu wkłada w to, aby nauczyć się, jak układać język, jak wypuszczać powietrze itd. Przecież dzieci słyszące nie wiedzą, jak trudno nauczyć się poprawnie mówić, gdy się nieprawidłowo słyszy. Wychowawca powinien także uświadomić rówieśnikom, że ich kolega potrzebuje ciągłego wsparcia. Aby rozumieć mowę dziecka niesłyszącego trzeba umieć słuchać uważnie i życzliwie. Dla osób obcych i nieżyczliwych jest to „bełkot”. Gdy otoczenie społeczne nie rozumie i nie akceptuje ich mowy, niesłyszące dzieci wycofują się z kontaktów z dziećmi słyszącymi. Brak akceptacji i brak niesłyszących przyjaciół może doprowadzić do samotności. Warto pamiętać, że po to, by „nie narażać” dziecka niesłyszącego na „wyobcowanie”, dobrze jest w codziennych interakcjach włączać je w zabawy i zajęcia oparte na wzajemnym kontakcie, wymianie i dialogu będących źródłem przyjemnych przeżyć. Pozwoli to na wyzwalanie i utrwalanie w dziecku właściwych reakcji emocjonalnych, a także sprawi, że stanie się ono szczęśliwsze, bardziej twórcze i aktywne osiągając w ten sposób podstawy kompetencji w odgrywaniu różnych ról społecznych. W rehabilitacji dziecka z wadą słuchu wskazana jest ścisła współpraca (w najlepszym tego słowa znaczeniu) pomiędzy szkołą a rodzicami ucznia niesłyszącego od początku edukacji szkolnej dziecka. Rodzice powinni być świadomi (informowani przez nauczycieli) wszystkich problemów ich dziecka wynikających z kształcenia integracyjnego i brać udział w ich rozwiązywaniu. Często nie dostrzegają (bądź unikają dostrzegania) problemów z jakimi boryka się ich dziecko np. braku kontaktów towarzyskich, brak środowiska rówieśniczego, odpowiednich warunków do rozwoju społecznego, samotność, często poczucia odrzucenia, budowania niskiej samooceny, poczucia braku własnej wartości itp. Nie konfrontując rodziców z prawdziwymi problemami ucznia w różnych sferach, utrudnia się im kontakt z rzeczywistością, jaka jest udziałem ich dziecka. Współpraca z rodzicami może być bardzo efektywna, bowiem oni znają najczęściej mocne i słabe strony swojego dziecka, wiedzą wiele o jego zainteresowaniach i zdolnościach, wiedzą także, czego ich dziecko boi się najbardziej, co budzi w nim gniew, kiedy reaguje agresją, co może motywować dziecko do pracy, a co powoduje jego niechęć. Przed podjęciem współpracy nauczyciel powinien zorientować się jakie oczekiwania wobec szkoły mają rodzice, jaką współpracę planują i jakie mogą podjąć związane z nią działania. Nauczyciel powinien na wstępie powstrzymać się od narzucania swojego zdania a wnikliwie słuchać tego co mają do powiedzenia rodzice, traktować ich przyjaźnie i postarać się wzbudzić ich zaufanie. Ważne jest także zobowiązanie do bieżącego informowania o osiągnięciach, trudnościach dziecka, wskazanie celów i metod pracy. Kontakty z rodzicami dzieci z wadą słuchu powinny być bardzo częste. Ważne są bowiem informacje o codziennej pracy dziecka w domu oraz w szkole, jego bieżące problemy i trudności oraz propozycje i wskazówki do pracy. Częste spotkania wychowawcy klasy z rodzicami stwarzają możliwość nawiązania kontaktu nie tylko na poziomie wychowawca – rodzice dziecka, ale także wzmacniają więź wychowawcy ze środowiskiem rodzinnym dziecka. Rodzice powinni czuć, że mogą zawsze liczyć na pomoc i wyrozumiałość nauczyciela. Spotykając się z wychowawcą są naprawdę w stanie rozwiązać wspólnymi siłami wszelkiego typu problemy. Rodzice na ogół dzielą się z nauczycielem swoimi radościami i smutkami, a on powinien służyć im radą i pomocą. Nauczyciel powinien pamiętać, że jeżeli mówi o trudnościach, brakach w wiedzy i umiejętnościach ucznia, to należy także wskazywać mocne strony i podkreślać nawet najdrobniejsze osiągnięcia dziecka. O pełnym sukcesie integracji można mówić wtedy, gdy dziecko z uszkodzonym słuchem nie tylko uczęszcza do szkoły razem ze słyszącymi dziećmi, lecz także gdy osiąga powodzenie w nauce i jest akceptowane przez rówieśników.
Jak dyscyplinować. Czuwać nad tym, co robią uczniowie – obserwować ich zachowania, wpływać na nich tak, by nie zakłócali przebiegu lekcji. Rozwijać w sobie umiejętności radzenia sobie z uczniami sprawiającymi trudności – panowanie nad własnymi emocjami, słuchanie uczniów, używanie języka bez przemocy, stanowcze (ale bez
Co kryje się za ostatnim stwierdzeniem? Nic innego jak brak wolności. Młodzi ludzie chcą czuć się wolni. Wolni od ciągłego strachu, przymusu i napięć, z którymi każdego dnia spotykają się w szkole. Pragną swobody w wyrażaniu, nazywaniu i odkrywaniu rzeczywistości. Podobnie jak my! Dlaczego więc słyszę komentarze rodziców, dziadków i nauczycieli: „Wolność? Dzisiaj dzieci wchodzą swoim rodzicom na głowę, krzyczą, tupią, wymuszają i pozwala się im na wszystko. Tego samego oczekuje się od szkoły? My też mamy się na to zgadzać?”. Oto jak postrzega się coraz bardziej powszechne i świadome podejście do rodzicielstwa. Odbiera się je jako „absolutne i bezwzględne” zgadzanie się na wszystko, czego w danej chwili oczekuje młody człowiek. Niesłusznie. To, że świadomy rodzic pozwala dziecku wykrzyczeć swoją złość czy niezadowolenie, nie powinno być tożsame ze stwierdzeniem, że dziecko wchodzi dorosłemu na głowę. Wciąż żywe jest przekonanie, że dzieci mają być posłuszne i grzeczne. Posłuszne znaczy zgodne z wizją rodzica, ciche, spokojne i niewyrażające swojego zdania na lekcji. Uwaga! Reklama do czytania Jak zrozumieć małe dziecko Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka Szkoła niszczy geniusz Dzieci nie mogą czuć się wolne w takich warunkach. Potrzebują zrozumienia i rozmowy, a nie ciągłych oczekiwań. Dzieciom chodzi o otwartość i zrozumienie ich potrzeb. Traktowanie młodych ludzi z góry, zarówno w domu, jak i w szkole, nie wpłynie pozytywnie na ich rozwój ani nie zachęci ich do nauki. Z jednej strony chcemy, żeby dzieci dobrze się uczyły, znały kilka języków obcych i świetnie wypadały na egzaminach. Z drugiej – traktujemy je z góry, lekceważąc to, co dla nich jest naprawdę ważne – zrozumienie. Oczywiście zmuszając dziecko do nauki, do zdobywania lepszych ocen i zaliczenia testów na piątki, częściowo osiągniemy swój cel. Ale kiedy motywacją dziecka jest strach, w przyszłości nie wyrośnie ono na szczęśliwego i zdrowego dorosłego. By dziecko osiągnęło w przyszłości sukces, wystarczy zaakceptować je takim, jakie jest, oraz być otwartym na jego naturalną umiejętność uczenia się i autonomiczny rozwój osobowości. Dlaczego? Ponieważ z biologicznego punktu widzenia dzieci są w stanie samodzielnie odkrywać i odtwarzać świat na poziomie dużo wyższym, niż może się nam wydawać. Zostało to udowodnione naukowo. W 2008 roku Ken Robinson wygłosił w Londynie, w Royal Society for the Encouragement of Arts, Manufacture and Commerce niezwykle ciekawy wykład. Opowiadał o wynikach badań nad tzw. rozbieżnym myśleniem, będącym nieodłącznym elementem kreatywności. Analizowany fenomen oznaczał umiejętność dostrzegania różnych możliwych odpowiedzi na dane pytanie oraz interpretacji zjawisk, a nie myślenie linearne czy zbieżne. Wyniki badań sugerują, że 98% dzieci w wieku od 3 do 5 lat posiada naturalną zdolność do kreatywnego myślenia na poziomie geniuszu, jednak po ukończeniu szkoły tylko 2% osiąga ten wynik. Badania przeprowadzono na 1500 osobach. Kiedy ktoś osiągał wynik powyżej pewnego ustalonego poziomu w danym zakresie, uznawano go za geniusza. Tabela ilustruje, jaki procent badanych osiągnęło poziom geniuszu. Wyniki zupełnie mnie nie dziwią, ponieważ dzieci w szkołach uczone są, jak dobrze napisać egzamin. Jak rozwiązać test z angielskiego, w którym bazuje się na odpowiedziach wielokrotnego wyboru. Jak zinterpretować wiersz, żeby pani od polskiego była zadowolona. I tego, że chmury trzeba kolorować na niebiesko, a trawa jest zawsze zielona. Wyobraźnia młodych ludzi wykracza poza standardowe, skostniałe modele postrzegania i interpretowania. Już od lat 90. XX wieku mówi się o istocie i różnych aspektach tzw. washback, czyli efektu zwrotnego. Washback to nic innego jak wpływ testowania na proces nauczania i uczenia się. Ten wpływ nie jest pozytywny. Uczymy pod testy i egzaminy. Przekazujemy wiedzę zwykle bezużyteczną w dorosłym życiu, kreując przy tym jednostki pozbawione twórczego myślenia. To ogromny problem współczesnej edukacji – zamiłowanie do testowania z umiejętności dokonywania „właściwych” wyborów. Szkoły uczą szablonowego sposobu myślenia, zabijając dziecięcy talent. Odbierają wolność przy podejmowaniu decyzji i wykorzystują strach jako najważniejsze narzędzie motywacyjne. Uwaga! Reklama do czytania Jak zrozumieć małe dziecko Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka Nauka przez zabawę Młodzi ludzie nie lubią szkoły, bo już po kilku dniach spędzonych w niej intuicyjnie czują, że to nie jest dla nich właściwe miejsce. Że coś jest im odbierane. Nie zawsze potrafią to nazwać, posługują się zatem własnym językiem, wskazując na „niemiłą panią od historii”, albo „surowego matematyka”. Czują, że ich naturalne pragnienie uczenia się przez doświadczanie zostaje, wbrew ich woli, przesunięte na drugi plan. Współczesna neurobiologia jasno pokazuje, że nie ma lepszych narzędzi do poznawania niż uczenie się przez zabawę. Wszyscy przyszliśmy na świat wyposażeni w tę cechę. To nasze podstawowe narzędzie, coś, co przynosi satysfakcję i naturalnie motywuje do działania. Znany pedagog i badacz Arno Stern mówi: „Dzieci nie znają pojęcia uczyć się. Dziecko poznaje i doświadcza, ale to tylko efekt uboczny zabawy”. „Dla dziecka zabawa jest pracą, dobrem, obowiązkiem, ideałem życia. Zabawa to jedyna atmosfera, w której dziecko może psychicznie oddychać, a zatem działać”, mawiał szwajcarski psycholog Edouard Claparede. Wykorzystajmy to i pozwólmy uczyć się przez działanie. Zapomnijmy o testach, egzaminach i ocenach. One nie są najważniejsze, a odbierają chęć do poznawania świata. Mogą więc spokojnie zostać przesunięte na drugi plan. Wykorzystajmy w praktyce wiedzę i nowe odkrycia. Przez dziesiątki lat uważano, że nasz mózg jest zaprogramowany genetycznie. Ludzie wierzyli, że geny mają jedyny wpływ na to, jak bardzo „mądrymi i inteligentnymi” ludźmi jesteśmy. Neurobiolodzy odkryli jednak, że mózg można ćwiczyć jak mięsień, że można rozwijać go w konkretny sposób niezależnie od genów, ale działa to tylko wtedy, kiedy czynnościom, które wykonujemy, towarzyszy entuzjazm, radość z tworzenia i bycia tu i teraz. W trakcie wykonywania czynności, które odwołują się do naszych doświadczeń i ciekawości poznawczej oraz sprawiają nam przyjemność, w mózgu tworzą się połączenia między neuronami umożliwiające efektywny proces uczenia się. Mechanizm zupełnie odwrotny zachodzi w sytuacji, w której dziecko nie ma poczucia bezpieczeństwa i jest zmuszane do opanowania materiału, który w dodatku w żaden sposób nie odnosi się do jego zainteresowań czy przeżyć. Na budowę mózgu oraz kształt jego połączeń bardzo duży wpływ mają właśnie doświadczenia. Wszystko, co dziecko widzi, słyszy, wącha, czego smakuje i doświadcza na własnej skórze, wpływa na efektywność budowania nowych połączeń w mózgu. Dziecko (ale i dorosły) jest zatem aktywnym uczestnikiem kreowania własnego umysłu. To kluczowe pojęcia tysiąclecia. Jesteśmy twórcami własnych umysłów i geniuszami w stanie entuzjazmu. Tak niewiele trzeba, by wspierać talent każdego dziecka. Jego umiejętność poznawania, tworzenia i wyciągania wniosków. Wystarczy mu zaufać, pozwolić uczyć się przez doświadczanie zjawisk, bez przymusu, ograniczeń czasowych, bez kontrolowania i ciągłej rywalizacji (tak bardzo powszechnych w naszej edukacji). Z pełną akceptacją potrzeb i predyspozycji. A my? Co robimy jako społeczeństwo? Jako rodzice? Nauczyciele? Znamy wyniki badań, świadczące o tym, że człowiek w chwili narodzin ma wszystko, czego mu potrzeba. Że dzieci są geniuszami i posiadają największą moc – moc wyobraźni. Wiemy, że człowiek uczy się najszybciej i najbardziej efektywnie, kiedy sprawia mu to przyjemność, a mimo to działamy zupełnie na odwrót, odbierając młodym ludziom możliwość rozwijania talentów w domu i w szkole oraz używając strachu jako głównego motywatora. Koncentrujemy się na ocenach, programach nauczania, testach i egzaminach, a nie dostrzegamy, że nasze dzieci nie są na co dzień wolne i nie czują się szczęśliwe. Są przemęczone, niekiedy przygnębione i pełne lęku. Nie zauważamy, że bóle brzucha, ciągłe infekcje albo złość czy irytacja w sytuacjach na pozór zwyczajnych spowodowane są nieumiejętnością radzenia sobie z własnymi emocjami, ze stresem i strachem. Obawy przed złą oceną, przed niezadowolonym rodzicem, przed krzyczącym nauczycielem czy przed uwagą, wpisaną do dziennika nie mają pozytywnego wpływu na rozwój naszych pociech. Sądzimy, że dzieci bez dobrych ocen i dobrej szkoły nie są w stanie osiągnąć niczego w dorosłym życiu, a nie postrzegamy ich zdrowia psychicznego jako najważniejszego celu i największego osiągnięcia. Czy dostrzegacie korelację między dobrze uczącym się dzieckiem a szczęśliwym i spełnionym dorosłym? Albo związek między zdaniem egzaminów na piątki i ukończeniem studiów z najwyższą średnią a materialnym dobrobytem? Patrząc na znanych ludzi tego świata, jak np. Bill Gates, Paul Allen, Michael Dell czy Steve Jobs, wydaje się, że może być wprost przeciwnie. Nigdy nie skończyli studiów, nie otrzymali dyplomu z wyróżnieniem, a raczej dobrze radzili lub radzą sobie w wymiarze zawodowym, będąc jednymi z najbogatszych ludzi na świecie. Czy istnieją badania, które potwierdzają, że solidna praca i płaca są w pełni zależne od tego, czy było się trójkowym czy piątkowym uczniem? Albo to, że posłuszne i grzeczne dziecko w szkole to zdrowy i szczęśliwy dorosły? Co tak naprawdę liczy się dla nas jako dorosłych w naszym dzisiejszym życiu: dobre oceny z czasów podstawówki czy szkoły średniej czy umiejętność radzenia sobie ze swoimi emocjami, samoświadomość i dobrze rozwinięta motywacja wewnętrzna, pozwalająca na osiąganie wyznaczonych celów? Coraz bardziej świadomie mówi się dzisiaj o zmianach, które należy lub warto byłoby wprowadzić w polskich szkołach, by stały się naprawdę przyjazne nauczającym i uczącym się. Powstają nowe teorie, modele i metody pracy. Coraz częściej podkreśla się rolę nauczyciela, sprowadzając go do rangi mentora i promotora. Coraz więcej jest szkoleń, konferencji i eventów wspierających szkolnych przewodników w ich współpracy z młodymi ludźmi. Wszystko to na rzecz poprawy edukacji. Pamiętajmy jednak, że zanim zmiany wejdą w życie, minie wiele lat. Jako rodzice możemy już dziś zadbać o to, by nasze dzieci dobrze radziły sobie w przyszłości. I mimo że czasem jest ciężko, bo dużo pracujemy, a mało zarabiamy, bo w małżeństwie nie układa się tak, jakbyśmy tego chcieli, pamiętajmy, że nic nie trwa wiecznie, a miłość do siebie i swojego dziecka niezależnie od jego ocen oraz akceptacji siebie i swojej pociechy to kwestie uniwersalne. To właśnie one mają znaczący wpływ na zdrowie i szczęśliwą dorosłość naszych dzieci. Świetnie podsumowuje to psycholog Agnieszka Stein: „(…) dziecko, które ma trudności w nauce, potrzebuje pomocy i wsparcia, a nie więcej presji i wymagań. Potrzebuje, żeby dorośli rozumieli, skąd się biorą jego trudności i wytrwale sięgali głębiej niż popularne – niestety – nadal: zdolny, ale leniwy”. Jak my rodzice i nauczyciele możemy wspierać dzieci w ich drodze ku dorosłości? Nauczmy młodych ludzi, jak radzić sobie ze złością, smutkiem i stresem. Rozmawiajmy o strachu, lęku o problemach. Bądźmy otwarci i czujni na ich troski. Zdrowie psychiczne naszych dzieci jest dużo ważniejsze od ich osiągnięć i ocen w szkole. Jak pomóc dziecku odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości? Rozmawiać, nie oceniać, a kiedy można (a można naprawdę często), po prostu odpuszczać. Czy dorośli lubią, kiedy ogranicza się ich wolność? Co wtedy czują? Jakie emocje wywołuje w nich ciągłe ograniczanie, ciągła kontrola? A gdyby do tego dorzucić jeszcze kwestię wykonywania zadań służbowych w domu, na przykład wieczorem, tuż po pracy? Spójrzmy na dzieci z własnej perspektywy i spróbujmy zrozumieć to, w jakiej sytuacji się znajdują, jak dużo się od nich wymaga. Zanim zdenerwujemy się na kolejną dwóję w dzienniku, spróbujmy dowiedzieć się, dlaczego się w nim znalazła. Dzieci są kompletnymi istotami. Nie trzeba ich „dopełniać”, nie brakuje im kompetencji, więc nie wszystko musi być pod kontrolą. Wspierajmy młodych ludzi, a „niemiła pani od historii” czy „jedynka z polskiego” nabiorą innego znaczenia. Oczywiście stosuję uogólnienia. Nie wszystkie dzieci negatywnie odnoszą się do szkoły, nie wszyscy nauczyciele złoszczą się na swoich uczniów i nie wszyscy traktują swoją pracę jako zło konieczne. Wbrew powszechnym opiniom coraz częściej spotyka się dzisiaj ludzi z pasją, kochających siebie, swoich uczniów i swoją pracę. Dziękujemy im za to, że są i stają się inspiracją dla pozostałych. Czerpmy od nich jak najwięcej i starajmy się odnaleźć się w niełatwej dla wszystkich rzeczywistości edukacyjnej. Pomóżmy sobie nawzajem stworzyć nową, świadomą przestrzeń rozwoju dla młodych ludzi.
W dwóch pierwszych punktach, w ogromnej większości przypadków ryzyko związane z utratą zdrowia i życia można zmniejszyć w zasadzie do zera. Jak to zrobić. Jeśli chodzi o utonięcia ich przyczyną najczęściej jest niedopilnowanie dziecka przez rodzica i lekceważenie zagrożenia jakie stanowi woda.
Autor: Czytelnik Portalu Pedagogika SpecjalnaOpublikowano: 23 maja 2018 roku. Opis i analiza przypadku dziecka z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym z zespołem Downa i z niepełnosprawnością ruchową 1. IDENTYFIKACJA PROBLEMU Uczeń z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym, z zespołem Downa i z niepełnosprawnością ruchową. Tomasz uczęszcza do klasy pierwszej szkoły podstawowej. Uczeń objęty jest kształceniem specjalnym dla dzieci z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności intelektualnej. Na obecnym etapie kształcenia Tomasz realizuje Indywidualny Program Edukacyjno – Terapeutyczny uwzględniający jego możliwości i potrzeby edukacyjne. W programie uwzględniono zapisy podstawy programowej kształcenia ogólnego dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym w szkołach podstawowych i gimnazjach oraz zalecenia Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej. 2. CHARAKTERYSTYKA UCZNIA Tomasz jest uczniem wrażliwym, pogodnym, miłym, koleżeńskim. W bieżącym roku szkolnym uczęszcza do szkoły systematycznie, jest zawsze przygotowany do zajęć. Na zajęciach z całą klasą pracuje tylko pod opieką nauczyciela wspomagającego. Podejmuje obowiązki szkolne, wykonuje polecenia nauczyciela, jednak zdarza się, że odmawia wykonania zadań i ćwiczeń – prawdopodobnie z powodu zmęczenia. Dba o swoje przybory szkolne, zeszyty i książki. Przestrzega norm społecznych w klasie i w szkole. Bierze udział w przedstawieniach klasowych, recytuje wiersze, jeździ na wycieczki, uczestniczy w zabawach ruchowo – rytmicznych. W szkole Tomek jest samodzielny w czynnościach samoobsługowych, potrafi sam zjeść śniadanie, obiad, napić się z kubka, samodzielnie myje ręce i buzię, wyciera ręcznikiem, korzysta z toalety, ubiera się. Wymaga pomocy przy zakładaniu ubrań, przy zapinaniu guzików, ubieraniu butów, sznurowaniu. Zna nauczycieli i kolegów z klasy. Wie, gdzie znajduje się w klasie jego stolik, krzesełko oraz półeczka z przyborami szkolnymi i książkami. Podczas zajęć uczeń pracuje w nierównym, raczej wolnym tempie, powierzone zadania i prace w większości doprowa do końca. Dłuższy wysiłek umysłowy i fizyczny powoduje u niego męczliwość i spadek aktywności. Lubi być chwalony, pochwały motywują go do dalszej pracy. Oczekuje od nauczyciela wspomagającego stałej obecności i wsparcia w sytuacjach trudnych. Tomasz wymaga stałej pomocy nauczyciela. Ma obniżone funkcje myślenia logicznego, przyczynowo – skutkowego, rozumowania arytmetycznego oraz zdolność definiowanie, porównywania i klasyfikowania pojęć. Obserwuje się u niego trudności w koncentracji i wolne tempo pracy. Potrzebuje ukierunkowania w wykonywaniu zadań, dodatkowych poleceń oraz stałego motywowania do kontynuowania pracy. Uczeń rozumie proste polecenia i podejmuje się je wykonać, jednak często w obliczu trudności zniechęca się. Zna wszystkie litery, ale nie potrafi połączyć je w wyrazy, łączy litery w sylaby. Nie czyta wyrazami, potrafi przeczytać niektóre sylaby. Komunikuje się werbalnie, jego wypowiedzi są adekwatne do sytuacji, buduje proste zdania, zdarza się, że wypowiada się zdaniami złożonymi. Odpowiada na pytania, czasami sam inicjuje rozmowę. Rozpoznaje rośliny i zwierzęta z najbliższego otoczenia (także te występujące w książkach), figury geometryczne, kolory; przy wymienianiu pór roku, nazwy miesięcy i dni tygodnia potrzebuje pomocy. Rozpoznaje przedmioty ze względu na ich cechę: kolor, kształt, przeznaczenie, potrafi je nazwać. Łatwo zapamiętuje nowe treści słowne opisuje ilustracje w sposób prosty. Tomek ma problemy z koordynacją wzrokowo – ruchową i grafomotoryczną, a także koordynacją wzrokowo – przestrzenną, oraz z motoryką duża i małą. Pisze z pomocą nauczyciela, sam nie pisze. Ma trudności w rysowaniu po śladzie, często wyjeżdża poza linię i liniaturę, ma trudności w samodzielnym odwzorowywaniu kształtów, w zamalowywaniu dużych i małych powierzchni, ładnie i samodzielnie dobiera kolory. Zna cyfry, potrafi policzyć do 10 (na konkretach), ale nie umie dodawać i odejmować. Lubi oglądać książki i bajki. Bardzo chętnie i z zaangażowaniem wykonuje prace plastyczne. Poprawnie posługuje się różnymi narzędziami plastycznymi. Rysuje i maluje na temat dowolny lub określony. Tworzy wydzieranki i wylepianki. Z pomocą tnie nożyczkami, samodzielnie łączy papier z klejem i przykleja (przy trudniejszych wymaga pomocy). Sprząta po wykonanej pracy. Chętnie pracuje na materiale obrazkowym. Stara się pracować przy komputerze, uczy się prawidłowo posługiwać myszką i wykonywać proste zadania. Uczeń stara się wykonywać ćwiczenia ruchowe (przy muzyce również), naśladuje ruchy i gesty. Na miarę swoich możliwości zapamiętuje słowa i melodię poznanych piosenek. Chętnie śpiewa w grupie. Na zajęciach z wychowania fizycznego wykonuje proste ćwiczenia gimnastyczne (skłony, przysiady, podskoki, bieganie) oraz zabawy z elementami chwytu, rzutu, toczenia i skoku. Ze względu na niepełnosprawność ruchową chodzi niepewnie (lecz samodzielnie), na szerokiej postawie, wymaga pomocy przy pokonywaniu przeszkód oraz przy wchodzeniu i schodzeniu ze schodów. Uczeń źle znosi zmiany w otoczeniu, potrzebuje stałości, stabilności i wsparcia. Nie przewiduje niebezpieczeństwa i nie zawsze rozumie normy panujące w społeczeństwie. Boi się zwierząt. 3. PROGNOZA NEGATYWNA – w sytuacji, gdy nie zostaną podjęte żadne działania: uczeń nie opanuje podstawowych technik nauki czytania i pisania straci chęci do wypowiadania się, a nawet do nauki może zamknąć się w sobie, odizolować od rówieśników pogłębi się jego nieśmiałość i nieumiejętność radzenia sobie w sytuacjach trudnych zanikną czynności samoobsługowe nastąpi regres w rozwoju POZYTYWNA – wdrożone działania spowodują, że: uczeń opanuje podstawowe techniki czytania i pisania zacznie poprawnie artykułować zaburzone głoski i będzie chciał wypowiadać się niepowodzenia szkolne będą eliminowane uczeń zacznie nawiązywać kontakty z rówieśnikami i zacznie współpracować w grupie pozna swoje mocne strony i nabierze wiary we własne siły poprawi się jego jakość życia czynności samoobsługowe będą na bieżąco usprawniane uczeń zacznie lepiej rozumieć otaczający go świat będzie przygotowywany do życia w społeczeństwie nastąpi progres w nauce i rozwoju 4. WDRAŻANIE ODDZIAŁYWAŃ Cele ogólne: wszechstronne stymulowanie rozwoju ucznia kształtowanie umiejętności społecznych kształtowanie dojrzałości dziecka do nauki czytania, pisania i liczenia Cele szczegółowe: rozwijanie funkcji poznawczych, percepcyjnych i pamięciowych rozwijanie sprawności manualnej i grafomotorycznej rozwijanie motoryki dużej i małej usprawnianie koordynacji wzrokowo – ruchowej stymulowanie rozwoju słuchu fonematycznego ćwiczenie sprawności analizy i syntezy wzrokowej oraz słuchowej rozwijanie koncentracji uwagi i spostrzeżenia rozwijanie umiejętności samoobsługowych utrwalanie wiadomości i umiejętności szkolnych wzbogacanie wiedzy o świecie i słownika czynnego wielostronne aktywizowanie dziecka i zachęcanie do podejmowanego wysiłku Ważne jest, aby uczeń uczęszczał na terapię logopedyczną i rewalidację indywidualną, a także na zajęcia indywidualne. 5. EFEKTY ODDZIAŁYWAŃ W bieżącym roku szkolnym Tomasz uczęszcza na terenie szkoły na terapię logopedyczną, rewalidację indywidualną, zajęcia gimnastyki korekcyjnej, zajęcia psychoedukacyjne i zajęcia Integracji Sensorycznej. Uczeń aktywnie i chętnie bierze udział w zajęciach gimnastyki korekcyjnej i SI– co przyczyniło się do poprawy motoryki dużej ucznia, poprawy równowagi i spowodowało, że mniej się męczy. Przez cały rok szkolny Tomasz brał udział w zajęciach indywidualnych i dodatkowych (specjalistycznych), był zawsze do nich przygotowany. Zajęcie te znacząco wpłynęły na postępy ucznia w nauce i w życiu codziennym. Zajęcia indywidualne wpłynęły znacząco na edukację Tomasza. Dzięki nim uczeń zrobił duże postępy w nauce, zarówno polonistycznej jak i matematycznej. Uczeń lubi pracować sam na sam z nauczycielem, potrafi się skupić i chętnie wykonuje polecenia i zadania. Podczas zajęć indywidualnych jest bardziej skupiony, mniej rozprasza się – w przeciwieństwie do zajęć w klasie, gdyż wtedy działa na niego wiele bodźców zewnętrznych i zmniejsza się jego koncentracja i uwaga, co prowadzi do zniechęcenia i zmęczenia. Zachodzi obawa, że brak zajęć indywidualnych (włączających) może spowodować u Tomasza regres w nauce. Uczeń dużej potrafi skupić się na zadaniu, coraz mniej zniechęca się i coraz mniej rozprasza, w szczególności, kiedy wykonuje zadania, które rozumie i które mu odpowiadają. Uczeń codziennie uczęszcza do szkoły, bierze udział w życiu klasowym – dzięki czemu rozwijają się u niego interakcje społeczne, na bieżąco uczy się działać i współpracować w klasie i szkole z rówieśnikami oraz osobami dorosłymi, zaczyna rozumieć i oceniać różne sytuacje życiowe. Zajęcia specjalistyczne, w których Tomasz brał udział, wpłynęły pozytywnie na postępy i rozwój ucznia. Zauważono poprawę w nauce ucznia, aktywność podczas zajęć lekcyjnych, lepszą i bardziej zrozumiałą wymowę dla otoczenia, poprawę koordynacji wzrokowo – ruchowej i grafomotorycznej. Współpraca z rodzicami ucznia układa się bardzo dobrze. Wszelkie postępy ucznia oraz niepokojące symptomy omawiane są na bieżąco. Funkcjonowanie intelektualne i społeczno – emocjonalne jest stale monitorowane przez zespół specjalistów współpracujących z uczniem i jego rodzicami. Zaleca się, aby wszystkie zajęcia były na bieżąco kontynuowane. Autor: Anna Płoskonka-Olszewska Materiał nadesłany przez Czytelniczkę portalu Pedagogika Specjalna – portal dla nauczycieli
Emocjonalny obszar rozwoju dziecka – przykłady. mocne strony dziecka, np.: rozpoznaje i nazywa podstawowe emocje, potrafi radzić sobie z ich przeżywaniem, bez trudności adaptuje się w nowym otoczeniu, wykazuje szacunek do emocji swoich i innych osób, różnicuje emocje przyjemne i nieprzyjemne, wdraża własne strategie raczenia sobie z emocjami, kontroluje emocje, jest empatyczna
Kiedy nasze dzieci mają wakacje i dużo wolnego czasu, wpadają na różne ciekawe pomysły. Zastanawiałeś się kiedyś co się stanie, gdy emocjonujący mecz piłki nożnej skończy się wybiciem szyby sąsiadowi? Kto odpowiada za szkody, które powstaną podczas sportowego obozu lub letniej kolonii - opiekun czy rodzic? Te i inne aspekty odpowiedzialności rodzicielskiej poruszymy w tym artykule. Odpowiedzialność za szkodę Zgodnie z przepisami Kodeksu Cywilnego dziecko do 13. roku życia nie odpowiada za wyrządzone przez siebie szkody. Wszystko dlatego, że małoletni nie posiadają zdolności do czynności prawnych oraz nie można obarczyć ich winą. W związku z tym, winę tę ponosi ustawowy opiekun dziecka, czyli najczęściej rodzic. Wyjątkiem od tej reguły jest sytuacja, gdy opiekę nad malcem sprawuje w danej chwili inna osoba lub instytucja, na przykład nauczyciel w szkole, wychowawca na koloniach bądź opiekunka. Wówczas to oni odpowiadają za niedopilnowanie dziecka. W przypadku, gdy nasza pociecha ma więcej niż 13 lat, teoretycznie ponosi odpowiedzialność za wszelkie szkody. Teoretycznie, ponieważ najczęściej dzieci do 18. roku życia jeszcze nie pracują i wszelkie płatności i tak spoczywają na rodzicach. Wyjątki W Kodeksie Cywilnym znajdziemy kilka zapisów o wyjątkach w odpowiedzialności za postępowanie naszego dziecka. Należy do nich działanie w obronie koniecznej bądź w stanie wyższej konieczności, a także sytuacja, gdy dana szkoda powstała mimo starannego wykonywania nadzoru. Mądry rodzic przed szkodą Ubezpieczenie OC wciąż kojarzy nam się głównie z polisami zarezerwowanymi dla kierowców. Tymczasem powinien je posiadać każdy z nas, zwłaszcza rodzice. Wybicie szyby piłką, zarysowanie karoserii samochodu podczas nauki jazdy rowerem czy zbicie okularów koledze ze szkolnej ławki - to sytuacje, które są codziennością każdego, kto ma dzieci. Dzięki posiadaniu polisy od Odpowiedzialności Cywilnej straty materialne poniesione przez poszkodowanego pokryje ubezpieczyciel. Sumy gwarancyjne, które oferują rozmaite towarzystwa sięgają nawet miliona złotych i zależą od indywidualnych preferencji. Co ciekawe, ubezpieczenie OC w życiu prywatnym znajduje się w większości pakietów, chroniących nasze domy lub mieszkania i obejmuje szkody, spowodowane nieumyślnie przez wszystkich domowników, zarówno dzieci, jak i naszego partnera. Wciąż zbyt rzadko myślimy o ubezpieczeniach, które nie są obowiązkowe, tymczasem kilkadziesiąt złotych rocznie to niewielka cena za spokój całej rodziny, zwłaszcza, że czasem niewinna zabawa może skończyć się zniszczeniem przedmiotu wartego kilkadziesiąt tysięcy złotych lub obciążeniem rodzica za całość kosztów leczenia poszkodowanej osoby.
W szkole U mojego dziecka jest obowiązkowe gdyż przez to ze go nie zapłaciliśmy szkoła odmówiła dziecku wyjazdu do kina Odpowiedz! y2767651 2022-08-27 11:19. 2 0. To jest akurat smieszne
Mogę to powiedzieć oficjalnie- pierwszą klasę mamy za sobą. Udało się z sukcesem ją skończyć, matka nie uzależniła się od środków uspokajających, a dzieci dobrze opanowały cały materiał. Chociaż nie zawsze było łatwo to zarówno ja, jak i dzieciaki, jesteśmy zadowoleni z efektów. Na moją opinię ma ogromny wpływ nauka domowa, którą prowadziliśmy przez ostatnie 3 miesiące. Wydawało się, że to będzie horror. I faktycznie miałam dużo lęku i niepewności. Jednak dopiero nauczanie domowe pokazało mi, że moje dziecko tak naprawdę lubi się uczyć. Tylko system szkolny nie do końca daje mu możliwość, by osiągnął należyty sukces i mógł go polubić. Nie jest tajemnicą, że mamy orzeczenie o kształceniu specjalnym. Oznacza to, że dla takich dzieci trzeba dostosować program i sposób nauki. Oznacza to również, że uwzględnia się indywidualne potrzeby dziecka i jego możliwości. Wszystko to pięknie brzmi na papierze. Wszystko to teoretycznie daje dużo możliwości. W praktyce klasa to około 25 osób, nauczyciel jest jeden a grupa społeczna to żywy organizm. Teraz jeszcze wiele zależy od osobowości dziecka, czy przejmuje się tym, że coś mu nie wychodzi albo sprawia trudność, czy nie. Czy skupia się na swoich porażkach, czy raczej je bagatelizuje i przyjmuje postawę “i co z tego?”. Na to wszystko składa się sukces, lub jego brak, u dziecka ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Od razu zaznaczam, że takie orzeczenie nie oznacza, że dziecko powinno chodzić do szkoły specjalnej. Oznacza jedynie, że ma jakieś specyficzne problemy (np. wysoka krótkowzroczność), które wymagają, by je zauważyć i umożliwić dziecku możliwie najlepsze warunki do nauki. Czego nauczyła mnie edukacja moich dzieci? Przede wszystkim tego, że mimo najszczerszych chęci rodzica, dobrej współpracy z nauczycielem, mądrych i otwartych osób wspierających (pedagoga, osoby prowadzącej zajęcia rewalidacyjne) nie ma gwarancji, że dziecku będzie tak dobrze i łatwo jak byśmy tego oczekiwali. Czasami sam system nie pozwala, by dziecko poczuło się bezpiecznie i pewnie. Czasami to klasa sprawia, że presja i stres są zbyt duże, by je opanować. A czasami to samo dziecko chce być tak dobre we wszystkim, że swoimi emocjami blokuje swój sukces. Jednym słowem- okazji do zmartwień i frustracji mi nie brakowało. Bywały dni, kiedy codziennie rozmawiałam z nauczycielką o kolejnych trudnościach. Szukałyśmy rozwiązań, ja nie spałam z nerwów, byłam już mocno zmęczona i traciłam nadzieję na lepsze. Był moment kiedy nie wiedziałam co zrobić, myślałam nad zmianą szkoły, myślałam o kolejnych badaniach w poradni, bo może coś przeoczyli… Jednocześnie dostawałam informacje od terapeutów, którzy pracowali z moim dzieckiem indywidualnie, że nie ma problemów, że materiał opanowuje, wiedze ma, umiejętności są na dobrym poziomie. Potem przychodził kolejny dzień nauki w klasie i kolejna porażka. I wtedy właśnie przyszła edukacja domowa, która najpierw przerażała, a później okazała się dla nas wybawieniem! Jestem chyba jedynym rodzicem, albo jednym z niewielu, który finalnie był zadowolony z tego całego zamykania szkół. Szkoła to system. Klasa to żywy organizm. A nauczyciel to człowiek, jeden człowiek, który musi pogodzić wymagania ministerialne oraz oczekiwania dyrekcji i tzw. systemu z możliwościami uczniów. Jak do tego wszystkiego dochodzi chociaż jeden (a najczęściej jest to kilkoro uczniów) z mniejszymi lub większymi problemami… to okazuje się, że system nie daje rady. Bo jedna osoba nie jest w stanie pogodzić wszystkiego. Musiałby się chyba sklonować. I chociaż specjaliści odradzają nam edukację indywidualną, to te 3 miesiące naszej prywatnej, indywidualnej nauki, dał nam odrobinę wytchnienia. Dodatkowo pokazał mi w czym naprawdę tkwi problem i utwierdził mnie w przekonaniu, że nie wiedza, umiejętności czy nauka jest problemem. W warunkach domowych zniknęły absolutnie wszystkie problemy. Wszystkie! Winą jest stres dziecka, presja jaką sam sobie narzuca, presja klasy, ograniczonego czasu, który jest w szkole (na większość zadań jest ograniczony czas, część klasy robi bardzo szybko- ci wolniejsi nie mają łatwo) i dużo różnych emocji związanych z nauką. Emocji, które musimy przepracować, jakoś oswoić i miejmy nadzieje, nauczyć sobie z nimi radzić. Wiedząc to, jest mi łatwiej zrozumieć co czuje moje dziecko. Wiem też, że pracując indywidualnie albo w małych grupach, nie miałby większych problemów z edukacją. Fajnie więc było się tego dowiedzieć i móc obserwować jak dziecko spokojnie, bez nadmiaru negatywnych emocji, rozwiązuje zadania, pisze, czyta, liczy. Wiem, że to żadne pocieszenie, bo wrócimy do szkoły i pewnie niektóre problemy też wrócą. Ale przynajmniej wiem jakie jest ich źródło i na czym należy się bardziej skupić. Jednak przede wszystkim ten czas nauki w domu pokazał mi jak wiele niepotrzebnego materiału poupychano w te podręczniki, jak dużą i jak szczegółową wiedzę oferuje się dzieciakom- już tak małym dzieciakom. Jak system szybko pędzi. Jak skomplikowane potrafią być polecenia do zadań. Jak durne bywają zadania z treścią. Jak wiele oczekuje się od dzieci w 1 klasie, które de facto powinny jedynie w tym początkowym okresie nauki doskonalić naukę czytania i pisania. Mogłabym takich absurdów i “kwiatków” z podręcznika kilka wymienić. Ale jesteście rodzicami, sami dobrze wiecie co tam bywa… Szczęśliwie pierwsza klasa za nami. Udało nam się ją zaliczyć. Udało nam się zdobyć oczekiwane umiejętności i przyswoić zalecany materiał. Teraz odpoczniemy przez wakacje, by we wrześniu zmierzyć się z… a tego to jeszcze w zasadzie nie wiadomo. Ale znając polski system edukacji- wrażeń nam nie zabraknie.
Trudności, jakie w nauce szkolnej napotyka uczeń słabowidzący: – niechęć do pracy wzrokowej, drażliwość. – skrócony czas koncentracji uwagi, męczliwość, wolne tempo pracy. – problemy z wychwytywaniem i dostrzeganiem istotnych bodźców wzrokowych. – zaburzona orientacja i wyobraźnia przestrzenna oraz koordynacja wzrokowo
Ogłaszamy Piątkę Dziennikarze portalu będą codziennie opisywać inne zagadnienia – ważne dla Polaków, ale jednocześnie takie, o których politycy niekoniecznie chcą mówić przed październikowymi wyborami do Sejmu i Senatu. W poniedziałek służba zdrowia, we wtorek edukacja, w środę pieniądze, w czwartek Kościół i w piątek oczywiście ekologia – to tematy, którymi na co dzień żyją Polacy. Pokażemy ludzką stronę każdego tematu, damy głos ekspertom, przedstawimy liczbowy aspekt rozwiązywania problemów, a także sprawdzimy, co najważniejsze ugrupowania mają do zaproponowania wyborcom. Ze swojego dzieciństwa pamiętam to, że miałam czas. W szkole lekcje trwały 5-6 godzin, potem szłam albo na świetlicę, albo do domu. Szkołę miałam po drugiej stronie ulicy. Często wracałam ze starszym bratem do domu ok. godziny 12-13, czekałam na rodziców i patrzyłam spokojnie przez III klasy chodziłam do szkoły muzycznej i przez sześć lat godziłam dwie szkoły. Jako jedyna z klasy miałam dodatkowe zajęcia. Ale nie pamiętam, abym była zmęczona. Zawsze miałam czas na zabawę i na to, aby zimą prawie codziennie iść na łyżwy czy na szkolne boisko. Może w ósmej klasie, przed egzaminami do szkoły średniej, zaczęłam się trochę więcej uczyć i czasu wolnego było jakby obowiązki nawet w weekendyDzisiaj obserwuję swoje dzieci i dzieci znajomych. Już od pierwszej klasy mają więcej lekcji niż my ok. 20-30 lat temu. I więcej przedmiotów. Dwunastolatki spędzają w szkole ponad 40 godzin lekcyjnych w tygodniu. A po szkole mają jeszcze sporo innych obowiązków: prace domowe, korepetycje, zajęcia dodatkowe, kursy językowe. Często mają zajęte też weekendy. Wówczas chodzą na treningi, taniec, teatr z szkole w Olsztynie Fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Wszyscy, którzy mają dzisiaj dzieci w szkołach, widzą ile wysiłku i sił pochłania szkoła i ogólnie pojęta edukacja. Coraz więcej od nich wymagamy. Angielski od czwartego roku życia, pianino od piątego, informatyka od szóstego i dobre stopnie w szkole z kartkówek, sprawdzianów, testów, dyktand itd. Muszą być skoncentrowane przez kilka godzin dziennie. A pomiędzy wytężoną pracą mają zaledwie kilkuminutowe przerwy. Te w szkołach, w hałasie, tłoku. Wieczorem w domu, zamiast odpoczywać, przygotowują się do sprawdzianów na kolejny na nasze forum i znajduję wątek "Szkoła dzisiaj vs lata 80-90" czytam o tym, jak wielu rodziców podejrzewa, że ich dzieci mają zbyt dużo na głowie. Jedna z mam napisała:Nie byliśmy tak przeciążeni, jak dzisiejsi uczniowie, nie byliśmy tak pod pręgierzem, bo testy, badania. Dzisiaj dzieciaki ryją nosami ze zmęczenia, szkoła nie sprzyja rozwojowi, a zabija inteligencję ucznia, bo uczy pod więcej niż dorośliKiedy przygotowywałam tekst "Niektóre czterolatki 'pracują' tygodniowo tyle, co dorośli. Pytamy lekarza, jak ułożyć sensowny plan dla dziecka” rozmawiałam z rodzicami dzieci w różnym wieku, policzyłam, ile godzin tygodniowo pracują dzieci, tj. ile czasu spędzają w szkole na nauce, na zajęciach dodatkowych, odrabiając prace domowe. Jedna z bohaterek tekstu - jedenastolatka - podczas tygodnia jest w szkole przez 40 godzin. Ma także dużo zajęć dodatkowych. W sumie jej obowiązki pochłaniają 48 godzin tygodniowo. Jeśli doliczymy do tego średnio pięć godzin spędzonych na odrabianiu wieczorem prac domowych, okazuje się, że dziewczynka pracuje przez 53 godziny w tygodniu. To ponad dziesięć godzin codziennej pracy!Żeby się wypalić, nie trzeba być dorosłymDoświadczony psychiatra, profesor Michael Schulte-Markwort z Berlina w książce "Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem” zaprzecza przekonaniu, że żeby się wypalić, trzeba być dorosłym, przepracować kilka lat i się przemęczyć. "Tak do tej pory wszyscy myśleliśmy i trwaliśmy w przekonaniu, że dzieci i młodzieży to nie dotyczy, ponieważ dzieciństwo jako takie chroni przed wypaleniem" - czytamy w książce. Psychiatra przekonuje w niej, że wypalenie u dzieci nie jest jedną z efekciarskich prób wmówienia nam, że nasze dzieci chorują ani nie jest przesadą, mającą na celu zwiększenie psychiatrom liczby pacjentów. To problem, z którym coraz częściej zmagają się dzieci i młodzież, a także ich rodziny."Najmłodsi pacjenci chodzą do podstawówki"Uczucie wyczerpania przeważnie idzie w parze ze zmęczeniem i brakiem koncentracji, niezdolnością do dłuższych wyczynów pamięciowych i ogólnym poczuciem wypompowania. Coraz więcej dzieci i młodzieży ujawnia rozwinięte objawy wyczerpania i przede wszystkim depresji z wyczerpania. Wypalenie, o którym do tej pory myśleliśmy, że jest zaburzeniem zarezerwowanym dla dorosłych i powstaje wyłącznie w związku z (dorosłym) środowiskiem pracy, weszło do pokoju dziecięcego."Podkreślmy to: do pokoju dziecięcego, ponieważ pokój nastolatka już nie wystarcza, by pomieścić ten zespół objawów. Choroba ujawnia się w coraz młodszym wieku. Najmłodsi pacjenci chodzą do podstawówki" - czytamy w książce psychiatry, który opisuje historie kilkunastu swoich nastoletnich nich jest 9-letnia Charlotte, u której jeszcze nie zdiagnozował depresji z wyczerpania. Co nie oznacza, że dziewczynka nie jest zagrożona. Lekarz napisał o niej tak: "U dzieci takich jak Charlotte (jeszcze) nie mówi się o depresji z wyczerpania. Ale można sobie łatwo wyobrazić, jak taki stan psychiczny - charakteryzujący się lękliwością, perfekcjonizmem i gotowością do podejmowania wysiłku - w okresie dojrzewania, przy rosnących wymaganiach w szkole przekształca się w przewlekłą depresję z wyczerpania". Uczucie wyczerpania przeważnie idzie w parze ze zmęczeniem i brakiem koncentracji, niezdolnością do dłuższych wyczynów pamięciowych i ogólnym poczuciem wypompowania fot: 1000 uczniów w szkole, 200 prawdopodobnie potrzebuje pomocy psychologaPolscy psychiatrzy i psychologowie podają do wiedzy ogólnej statystyki z naszego podwórka. Niektóre liczby strony kampanii społecznej dowiadujemy się, że na depresję mogą cierpieć już bardzo małe dzieci. Jednak jest to bardzo wąski problem - to zaledwie jeden procent dzieci w wieku przedszkolnym oraz dwa procenty dzieci w wieku od 6 do 12 starszej grupie wiekowej ta liczba jednak gwałtownie wzrasta - szacuje się, że problem może dotyczyć aż ponad 20 proc. nastolatków. Wyobrażając sobie, że np. w szkole uczy się uczniów, to - według statystyk - 200 z nich wymaga konsultacji u psychologa lub psychiatry. Stąd na naszym rynku wydawniczym wysyp literatury na temat depresji wśród dzieci i nastolatków. O tym, jak zaakceptować chorobę dziecka, przeczytamy np. w poradniku "Nastolatek a depresja. Praktyczny poradnik dla rodziców i młodzieży". Pisaliśmy o tej książce w tekście: Nastolatek a depresja. Posyłać do szkoły czy załatwić zwolnienie? Psycholog: Sytuacja jest skomplikowana A zatem wszystko przez szkołę?Szkoła - obok domu rodzinnego - jest centralnym punktem życia dzieci. W rozdziale "Szkoła - powód do niezadowolenia" Schulte-Markwort pisze, że nie powinniśmy automatycznie szukać źródeł kłopotów w nauce w samym uczniu. Autor sugeruje, że warto dokładniej przyjrzeć się szkole, ponieważ także w niej znajdujemy "kawałki układanki, dokładające się do powstawania wypalenia". "Czyż nie jest znamienne, że w żadnym zawodzie tylu pracowników nie odchodzi na wcześniejszą emeryturę, ilu wśród nauczycieli - bo siły nie wystarczają do osiągnięcia wieku emerytalnego, bo nie dają rady? Czy struktury doprowadzające nauczycieli do wypalenia nie są tymi samymi, z których powodu cierpią nasze dzieci?" - zastanawia się często dialog nauczycieli z uczniami nie przebiega tak, jak powinien. Zbyt rzadko daje się dzieciom odczuć, że w rozmowach przyjmowana jest ich perspektywa i że zostają wysłuchane. Często relacja nauczyciel–uczeń naznaczona jest brakiem szacunku. Źródeł kłopotów w nauce automatycznie szuka się w uczniu, a nie w metodach nauczania, natomiast wciąż zaskakuje to, jak bardzo oceny zależą od nauczyciela. A zaczyna się od zmęczenia"Poczucie przeciążenia, napięcie i wyczerpanie. Podstawowe uczucie w codzienności naszych dzieci zabarwione jest koniecznością życia z tym, że nigdy tak naprawdę nie dadzą rady sprostać wszystkim wymaganiom. A to jeden z warunków wstępnych wypalenia" - tłumaczy w wieku dziecięcym i młodzieńczym stało się faktem. Samo zjawisko wypalenia nie jest nowością, wręcz przeciwnie - zdaje się nieodłącznym elementem ludzkiej egzystencji. Natomiast dla dzieci i młodzieży jest to diagnoza nowa. Na to zaburzenie cierpi od około trzech do pięciu procent wszystkich dzieci, głównie dziewczynki (dane pochodzą z książki "Wypalone dzieci"). Wiele wskazuje jednak na to, że granica wieku będzie się obniżać."Wypalenie staje się sprawą dla dziecięcego psychiatry najpóźniej wtedy, kiedy na jego podstawie wykształca się jawna depresja z wyczerpania. Ważne jest, zwłaszcza w przypadku objawów początkowych, które jeszcze nie zdążyły się w pełni rozwinąć, by jak najszybciej je dostrzec i przeprowadzić diagnostykę, a w razie konieczności wdrożyć odpowiednią terapię" - czytamy w zawalczyćCzy jako rodzice możemy zapobiec tej chorobie? Na pewno można próbować. Schulte-Markwort na ostatnich stronach swojej książki daje kilka wskazówek. Wśród nich są konkretne porady: "Zadbaj o relaks, o 'dobry stres', o radość z nauki. Walcz o swoje dzieci w szkole. Szukaj konstruktywnego dialogu z nauczycielami. Żądaj tego, co jest dla ciebie ważne. I nie wstydź się rozpoznać u dziecka oznak wypalenia. Zaufaj swojej wiedzy eksperckiej o własnym dziecku. Poszukaj we właściwym czasie profesjonalnej pomocy, czy to psychiatry, czy psychoterapeuty zajmującego się dziećmi i młodzieżą. I jeśli trzeba, podawaj swoje dziecko w odkrywaniu, jakie wymagania są rzeczywiście pomocne, co powinno znaleźć się w kalendarzu, a z czego należy zrezygnować. Twórz wyspy wspólnych zainteresowań. Okazuj troskę - bez zapominania o sobie i pozostałych członkach rodziny".***"Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem": książka została opublikowana nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura, oparta jest na analizie konkretnych przypadków – pacjentów autora książka, jest nie tylko cennym źródłem wiedzy, ale może również przyspieszyć stawianie prawidłowej diagnozy oraz usprawnić proces niesienia pomocy dzieciom. Przeczytaj pozostałe teksty z Piątki >>To może cię również zainteresować: 1 dziecko na 10 ma myśli samobójcze. Ale większość nieletnich samobójców nie chce umrzeć - szuka pomocy i jej nie znajdujeProblemy psychiczne polskich uczniów - nawet co piąty nastolatek może mieć depresję. Winna jest szkoła?
Болուግиֆ чիкриրеኑя диц
Αх анωжዉψ յիሠиτ
ፕики уклաጩучተ
ክիкէዝеρ сεбըпиζ դуσεጿяηоዱи
Ακኞтор ежи
Пуչеврոжуጢ χեшиνумυр рсеሱա
ኃሾкθкипեሥε βиз
Иβухեшυρаβ аገιхещиςы иρеγ
Ωքθ κоцօጶታሆиηа
Υ իզቪснօсрሌ եчуհа
7 Z. Słobodzian, Zanim dziecko rozpocznie naukę w szkole, Warszawa 1977, s. 8. 8 E. Gruszczyk-Kolczyńska, E. Zielińska, Zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze dla dzieci, które rozpoczną naukę w szkole, Warszawa 2009, s. 7–8. 9 M. Majchrzak, Edukacja sześciolatka w szkole w świetle przeprowadzonych
Organ prowadzący szkołę odpowiada za jej działalność, w tym za wypadki uczniów pozostających pod jej opieką art. 10 ust. 1 pkt 1 Prawa Oświatowego. Szczegóły natomiast reguluje rozporządzenie dotyczące szkolnego BHP. Dyrektor organizuje pracę szkoły, także gdy nauczyciele strajkują>> Dyrektor powoła zespół powypadkowy Według rozporządzenia pracownik szkoły lub placówki, który powziął wiadomość o wypadku, niezwłocznie zapewnia poszkodowanemu opiekę, w szczególności sprowadzając fachową pomoc medyczną, a w miarę możliwości udzielając poszkodowanemu pierwszej pomocy. O każdym wypadku zawiadamia się niezwłocznie: rodziców (opiekunów) poszkodowanego; pracownika służby bezpieczeństwa i higieny pracy; 3) społecznego inspektora pracy; 4) organ prowadzący szkołę lub placówkę; 5) radę rodziców. O wypadku śmiertelnym, ciężkim i zbiorowym zawiadamia się niezwłocznie prokuratora i organ sprawujący nadzór pedagogiczny. O wypadku, do którego doszło w wyniku zatrucia, zawiadamia się niezwłocznie państwowego inspektora sanitarnego. Następnie dyrektor powołuje zespół powypadkowy, który przeprowadza postępowanie powypadkowe i sporządza dokumentację powypadkową, w tym protokół powypadkowy. Protokół powypadkowy należy sporządzić w terminie 21 dni od dnia zakończenia postępowania powypadkowego. Podpisują go członkowie zespołu oraz dyrektor. Dokument należy niezwłocznie doręczyć osobom uprawnionym do zaznajomienia się z materiałami tego postępowania, które mogą wnosić zastrzeżenia. Po rozpatrzeniu zastrzeżeń organ prowadzący szkołę lub placówkę może: zlecić dotychczasowemu zespołowi wyjaśnienie ustaleń protokołu lub przeprowadzenie określonych czynności dowodowych; powołać nowy zespół celem ponownego przeprowadzenia postępowania powypadkowego. Gdy wypadek powoduje uczeń Za bezpieczeństwo uczniów na terenie szkoły odpowiada dyrektor, choć ustalenie osoby odpowiedzialnej za szkody może nastręczać pewnych trudności. Osoby pracujące z dziećmi muszą sięgnąć do przepisów Kodeksu cywilnego. Ogólną zasadę odpowiedzialności odszkodowawczej formułuje art. 415 kc, według którego: kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Za szkodę odpowie zatem osoba, która swoim zachowaniem, spowodowała jakiś uszczerbek w dobrach kogoś innego. Kodeks odpowiedzialność uzależnia również od winy, tę przypisuje się w sytuacjach, gdy zachowanie sprawcy było niezgodne z przepisami lub zasadami współżycia społecznego. Dziecko, które nie ukończyło trzynastego roku życia nie ponosi odpowiedzialności za swoje czyny. Poszkodowany może jednak dochodzić naprawienia szkody od osoby, która miała obowiązek opiekować się małym sprawcą (art. 427 kc), jeżeli w jakiś sposób zaniedbał swoich obowiązków (można mu przypisać winę). Obowiązek opieki może wynikać zarówno z ustawy, jak i umowy, co oznacza, że za winę w nadzorze może odpowiadać tak rodzic, niania, jak i nauczyciel, który miał obowiązek opiekować się dzieckiem. Jeżeli do wypadku dojdzie na lekcji, będzie on musiał udowodnić, że dopilnował uczniów. Po ukończeniu 13. życia dziecko odpowiada za wyrządzoną przez siebie szkodę na zasadach ogólnych. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.
W razie jakichkolwiek obaw związanych z frekwencją Pana/Pani dziecka w szkole prosimy o kontakt ze szkołą w celu omówienia dostępnych form wsparcia. ** Ciągłe spóźnianie się dotyczy uczniów, którzy przychodzą do szkoły po zamknięciu dziennika obecności (oznaczane jest ono w dzienniku obecności literą U).
Prokurator zarzucił oskarżonemu popełnienie dwóch przestępstw, uporczywe uchylenie się od obowiązku alimentacyjnego wobec jego małoletniej córki, czym naraził ją na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. To MOPS wypłacał na rzecz małoletniej świadczenia z funduszu alimentacyjnego. Oskarżonemu zarzucono popełnienie przestępstw z art. 209 § 1 i art. 209 §1a Sąd okręgowy uznał oskarżonego za winnego popełnienia tego czynu. Sąd ten przyjął, że uchylanie się przez oskarżonego od łożenia na utrzymanie dziecka doprowadziło do powstania zaległości stanowiącej równowartość co najmniej trzech świadczeń okresowych. Za to przestępstwo sąd wymierzył oskarżonemu karę 6 miesięcy pozbawienia wolności. Sporny niedostatek dziecka Obrońca oskarżonego złożył apelację od wyroku sądu okręgowego. Jego zdaniem nie było podstaw do przyjęcia odpowiedzialności karnej oskarżonego za popełnienie przestępstwa niealimentacji i narażenia małoletniej na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych. Zdaniem apelującego ustalenia poczynione przez sąd pierwszej instancji były wadliwe. Podkreślił on w szczególności, że dziecko miało zabezpieczone swoje podstawowe potrzeby. W związku z tym apelujący domagał się uniewinnienia oskarżonego od przypisanego mu przestępstwa niealimentacji. Czytaj: NSA: opiekunowi należy się szacunek i wdzięczność, ale pieniądze z zasiłku już nie >> Narażenie dziecka na niedostatek Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Sąd odwoławczy nie zgodził się z apelującym, iż nie było podstaw do skazania oskarżonego za przestępstwo z art. 209 § 1 w zw. z art. 209 § 1a Faktycznie bowiem małoletnia córka oskarżonego była narażona na niemożność zaspokojenia swoich potrzeb życiowych. Ustalenia sądu okręgowego były więc trafne. Sąd apelacyjny podkreślił, że dziecko nie znajdywało się w niedostatku, tylko dlatego, że jego matka korzystała z pomocy społecznej. Pomoc ta była udzielana przez Fundusz Alimentacyjny i MOPS. Bez tego wsparcia matka dziecka nie byłaby w stanie utrzymać córki, gdyż nie uzyskiwała jakichkolwiek dochodów z pracy. Nie byłaby ona również w stanie utrzymać siebie -zauważył sąd odwoławczy. Matka dziecka potrafiła dobrze gospodarować skromnymi dochodami, ale z pewności bez nich - nie byłaby w stanie ponieść kosztów życia swoich i córki. W orzecznictwie podkreśla się, że stanu zagrożenia spowodowanego niepłaceniem rat alimentacyjnych nie zmienia to, że osoba współzobowiązana do łożenia na utrzymania dziecka pokryła te koszty - ponad własne zobowiązanie. Analogiczna sytuacja ma miejsce również, jeśli koszty utrzymania dziecka są pokrywane przez inne osoby, które nie są obciążone obowiązkiem alimentacyjnym. W szczególności taki pogląd przedstawił wrocławski sąd apelacyjny w wyroku z dnia 16 marca 2016 r. w sprawie II AKa 7/16 (LEX nr 2025526). W literaturze prezentowane jest zbieżne stanowisko - wyjaśnił sąd apelacyjny. Zmiana przepisów karnych Sąd odwoławczy wskazał, iż sąd okręgowy zasadnie zastosował wobec oskarżonego przepisy ustawy „nowej”, tj. ustawy nieobowiązującej w czasie popełnienia czynu zarzucanego oskarżonemu. Sąd podkreślił, że od 31 maja 2017 r. uległa zmianie treść przepisu odnosząca się do przestępstwa niealimentacji. Na podstawie art. 4§ 1 sąd ma obowiązek zastosowania w sprawie oskarżonego ustawy nowej, gdy „stara” ustawa nie była dla niego względniejsza. Przed nowelizacją kluczową kwestią było to, czy oskarżony uporczywie nie realizował obowiązku alimentacyjnego. Sąd zobowiązany był też zbadać, czy działanie sprawcy trwało przez dłuższy okres. W orzecznictwie przyjęto natomiast, że chodzi o to, czy oskarżony powstrzymywał się z zapłatą rat alimentacyjnych co najmniej przez 3 miesiące. Obecnie w ustawie doprecyzowano ile ma trwać okres niealimentacji, aby istniały podstawy do skazania - wyjaśnił sąd apelacyjny. Szczegółowa analiza przepisów „nowych i „starych” prowadzi do wniosku, że zastosowanie ustawy obecnie obowiązującej nie było dla oskarżonego niekorzystne - zaznaczył sąd odwoławczy. Zachowanie oskarżonego, tak przed zmianą przepisów, jak i obecnie było bezprawne i karalne - podkreślił sąd. Zarzuty apelacji okazały się więc nietrafne. Ponadto, zestawienie dat, w których oskarżony nie alimentował córki jednoznacznie wskazuje, że przez ponad 3 pełne okresy rozliczeniowe nie dbał on o zapewnianie potrzeb dziecka. Uzasadniało to skazanie go za przestępstwo, a wymierzona mu kara była słuszna- podsumował sąd apelacyjny. Komentarz adwokata Marcina Podsiadło W mojej ocenie orzeczenie Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu jest trafne. Słusznie sąd ten zauważył, że nawet jeśli osoba uprawniona do alimentów korzystała ze wsparcia udzielanego przez pomoc społeczną, to nie znaczy, że nie była ona narażona na niemożność zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb życiowych. Sąd apelacyjny trafnie uznał, że w tym stanie faktycznym małoletnia była narażona na niemożność zaspokojenia swoich potrzeb. Matka dziecka nie zarobkowała, ale racjonalnie i oszczędnie gospodarowała środkami finansowymi z pomocy społecznej. Tylko dzięki jej postawie środki te okazały się wystarczające do pokrycia podstawowych kosztów utrzymania dziecka. Gdyby stan faktyczny był inny, tzn. gdyby matka uzyskiwała dochody z pracy lub z innych źródeł, to ocennym byłaby kwestia narażenia na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb dziecka. Zarzut obrońcy był więc nietrafny. Obrońca niezasadnie powoływał się też na wadliwe zastosowanie w sprawie przepisów intertemporalnych (międzyczasowych). Na podstawie art. 4§ 1 stosuje się ustawę nową, chyba że ustawa „starsza” była względniejsza dla sprawcy. Analiza przepisów sprzed nowelizacji z marca 2017 r. i obecnego stanu prawnego wskazuje na to, że zastosowanie przez sąd przepisów nowych nie było dla oskarżonego krzywdzące. W mojej ocenie rozstrzygnięcie sądu odwoławczego było więc słuszne. Kluczowe w sprawie o przestępstwo niealimentacji jest to, czy oskarżony realizuje swój obowiązek alimentacyjny. Wysokość świadczeń alimentacyjnych może wynikać z wyroku sądu, ugody sądowej, ugody przed innym organem lub z umowy między rodzicami dziecka. Wystarczy, aby oskarżony nie wywiązywał się z alimentowania dziecka przez trzy pełne okresy rozliczeniowe, by przyjąć, że odpowiada on za przestępstwo z art. 209§ 1 Sąd bierze jednocześnie pod uwagę, czy brak alimentowania dziecka narażał go na niemożność zapewnienia podstawowych potrzeb. Jeśli tak było, to sąd ustali, że oskarżony dopuścił się przestępstwa z art. 209 § 1 oraz jednocześnie z art. 209 §1a (przewidujący surowszą odpowiedzialność). Gdy więc dziecko ma zapewnione dobre warunki życia, np. dlatego, że jego matka uzyskuje wysoki dochód, to brak alimentów przez wskazany wyżej okres oznaczać będzie odpowiedzialność karną wyłącznie z art. 209 § 1 W praktyce bardzo często jest tak, że sprawcy raz skazani za przestępstwo niealimentacji, po pewnym czasie znów za nie odpowiadają karnie i wymierzane są im kary pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania. To błędne koło, ponieważ w wyniku pozbawienia wolności rodzic nie może zarobkować i siłą rzeczy nie może alimentować dziecka. Jego dług stale rośnie- wyjaśnia adwokat Marcin Podsiadło, prowadzący kancelarię adwokacką w Zamościu. Wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 25 stycznia 2019 r., II AKa 402/18, LEX nr 2632614.
W Beesafe ubezpieczysz córkę i syna na 12 miesięcy ochrony polisą na całym świecie 24/7 już od 49 zł za rok w pakiecie “Bardzo dobry”. Dla osób ceniących większe zabezpieczenie dostępny jest pakiet “Celujący” za 76 zł rocznie. Ty decydujesz, które z nich najlepsze jest w dla Twojego dziecka.
Witam Panią! Siedmiolatek jest jeszcze za mały na ocenę skutków wpływu społecznego. Z Pani opisu wynika, że chłopiec jest raczej nieśmiały i lekko wycofany z kontaktów z rówieśnikami. Dlatego istnieje niebezpieczeństwo, że wchodząc wreszcie do grupy osób, które go akceptują, będzie gotowy zrobić dla nich bardzo wiele, byleby nie stracić akceptacji z ich strony, która w tej sytuacji jest dla niego niezwykle ważna. Ze względu na powyższe myślę, że izolacja od tych chłopców jest dobrym pomysłem, ale nie rozwiązuje ona całkowicie problemu, gdyż syn i tak spotyka się z nimi w szkole. Dlatego sugerowałabym, aby umówiła się Pani na rozmowę z rodzicami pozostałych dwóch chłopców i wspólnie z nimi zastanowiła się nad rozwiązaniem problemu 'szkolnego rozbrykania'. Ważna jest tutaj ocena rzeczywistego negatywnego wpływu tych chłopców na Pani syna. Mam na myśli to, czy pochodzą oni z tzw. rodzin dysfunkcyjnych i dysfunkcyjne wzorce wyniesione z ich domów są na tyle silne, że nie rokują oni poprawy w ramach edukacji szkolnej. Czy może są to chłopcy, którzy po prostu zmagają się z kolejnym etapem rozwoju, przejawiając go swoistą forma buntu. Jeśli prawdziwym okarze się pierwszy wariant, sugerowałabym, aby udała się Pani na rozmowę do wychowawcy klasy i poprosiła o interwencję. Natomiast przy drugim wariancie, myślę, że wystarczy rozmowa i współpraca z rodzicami pozostałych chłopców. Proszę też pamiętać, że silniejszą bronią od kar są nagrody. Dlatego zachęcam do nagradzania synka za każdy nawet najmniejszy przejaw porządanego zachowania. Ważny jest też czas poświęcony synowi i partnerska rozmowa. Jeśli syn będzie czuł się przez Państwa szanowany i traktowany poważnie, chętniej będzie z Państwem rozmawiał i negocjował, niż się buntował. Z tego względu radziłabym unikać oceniania i krytykowania chłopca, a raczej wskazywać na efekty jego zachowania i wspólnie z nim zastanawiać się nad ich konsekwencjami. Być może dobrym rozwiązaniem w Państwa sytuacji byłoby ustalenie zasad obowiązaujących w domu i poza nim oraz konsekwencji ich łamania. Ważne jest, aby te zasady były przestrzegane przez wszystkich domowników i aby wszyscy ponosili takie same konsekwencje ich łamania. Namawiałabym Panią również do umówienia się na wizytę u psychologa dziecięcego, który poinstruuje Panią, w jaki sposób rozwijać umiejętności społeczne u synka. Im synek będzie się pewniej czuł w towarzystwie rówieśników, tym będzie mniej podatny na negatywny wpływ poszczególnych kolegów. Pozdrawiam.
Niedopilnowanie tych terminów nie oznacza oczywiście pozbawienia dziecka prawa do przedszkola bądź edukacji w szkole. Oznacza to jednak, że wybór placówek będzie ograniczony do tych, w których są jeszcze miejsca, bądź w których dyrekcja szkoły wyrazi zgodę na przyjęcie dziecka.
Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole może być postrzegane jako nieposłuszne, a nawet niewychowane. Natomiast zachowanie, jakie prezentuje, nie wynika z jego złośliwości, lecz z tego jak odbiera świat. Dziecko takie potrzebuje indywidualnego podejścia, szczególnie w miejscu takim jak szkoła, które jest pełne różnorodnych impulsów utrudniających mu utrzymanie koncentracji. Szacunkowo od 10 do 15% dzieci dotkniętych jest zaburzeniami SI. Jego lekkie formy zazwyczaj nie są powodem, by dziecko uczęszczało do szkoły specjalnej. Jednak, ze względu na nieco inne potrzeby edukacyjne, nauczyciel powinien zapewnić mu optymalne warunki do nauki i rozwoju. Jak wesprzeć dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole? Jaka forma pomocy jest skuteczna? Odpowiadamy w poniższym artykule. Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole – jak odbiera świat? Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole – nadwrażliwość, podwrażliwość, poszukiwanie wrażeń Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole – dobór właściwego miejsca w klasie Jak poprawić funkcjonowanie dziecka z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole? Jak pracować z dzieckiem z zaburzeniami SI w szkole? Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole – jak odbiera świat? Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole może prezentować pełen wachlarz zachowań, które nie są zrozumiałe dla jego rówieśników. Często jest zbyt wycofane i stroni od wszelkiej aktywności fizycznej lub wręcz odwrotnie – jest nadmiernie pobudzone. To jak odbiera bodźce, które go otaczają, wpływa na relacje i kontakty z innymi dziećmi. Zaburzenia, którymi jest dotknięte, mimo woli utrudniają mu koncentrację, a nauka staje się dla niego i jego nauczyciela wyzwaniem. Lecz to, jak dziecko odbiera świat, jest dla niego normą, w której próbuje się odnaleźć i funkcjonować. By pomóc dziecku z problemami sensorycznymi, które często nie są jeszcze zdiagnozowane, nauczyciel powinien umieć je rozpoznać i zrozumieć mechanizmy ich działania. Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole – nadwrażliwość, podwrażliwość, poszukiwanie wrażeń Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole zachowuje się adekwatnie do sposobu, w jaki przetwarza docierające do niego bodźce. Proces ten przebiega niewłaściwie – zarówno w odbiorze, jak i interpretacji danej informacji. Często prowadzi to do niemożności poradzenia sobie z sytuacją szkolną i ogromem danych, które napływają do mózgu. Efektem tego jest frustracja i problemy emocjonalne, problemy z uwagą i pamięcią, które w znaczny sposób utrudniają prowadzenie zajęć nauczycielowi. Jednymi z najczęstszych zaburzeń SI, które przejawiają uczniowie, jest nadwrażliwość, podwrażliwość i poszukiwanie wrażeń. Nadwrażliwość oznacza zbyt silną reakcję na bodźce, które docierają do dziecka, przez co dziecko odbiera je niezwykle intensywnie. W konsekwencji dziecko ma utrudnione prawidłowe funkcjonowanie na zajęciach. Nadwrażliwość przejawia się np. nieumiejętnością skupienia się na wykonywanym zadaniu, zasłanianiem oczu i uszu, lękiem przed zabawami na placu zabaw, przesadnym reagowaniem na dotyk innej osoby. Podwrażliwość to nie zauważanie delikatnych bodźców. Układ nerwowy dziecka reaguje na nie tylko wtedy, gdy są w dużej ilości lub o dużej sile. Uczeń dotknięty podwrażliwością nie zauważy, że jest skaleczony czy brudny. Nie poczuje nawet, że ktoś go popchnął czy szturchnął. Nie potrafi się dłużej skoncentrować na wykonywanej czynności. Poszukiwanie wrażeń przejawia się dużymi potrzebami dziecka dotyczącymi bodźców. 'Zblokowany’ układ nerwowy poszukuje stanu równowagi – bodźce muszą być intensywne (dla innych dzieci są one odbierane jako zbyt intensywne). Dziecko może potrzebować dużo ruchu, albo poczucia mocnego dotyku. Aby pomóc dziecku z potrzebą wrażeń i bodźców, nauczyciel może zadbać o zwiększenie ilości ruchu, dziecko może też zająć czymś dłonie, np. tzw. 'gniotkiem’. Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole często wykazuje opóźnienie w nauce, może również przejawiać nieporadność fizyczną. Dodatkowo pojawiające się problemy emocjonalne i społeczne wpływają na niską samoocenę i poczucie własnej wartości ucznia. Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole – dobór właściwego miejsca w klasie Aby dziecku z zaburzeniami integracji sensorycznej ułatwić uczestnictwo w zajęciach, należy zapewnić mu optymalne miejsce w klasie. Oto kilka wskazówek: Gdy dziecko łatwo rozprasza się wzrokowo, lepiej będzie funkcjonowało, zajmując miejsce blisko nauczyciela z przodu klasy. Z kolei, jeśli uczeń łatwo rozprasza się z powodu dźwięków, to siedząc z przodu, może odwracać się do tyłu sali. Gdy dziecko jest wrażliwe słuchowo, nie zaleca się siedzenia obok źródeł dźwięku, np. drzwi, poprzez które dobiega hałas z korytarza. Dziecko wrażliwe wzrokowo nie powinno siedzieć blisko okna. Dziecko musi dobrze czuć się w krześle, na którym siedzi. Dlatego należy zadbać o jego jak najlepsze dopasowanie. Pełne stopy dziecka muszą opierać się na podłodze, a łokcie na biurku. W przypadku, gdy krzesło jest zbyt wysokie, konieczna jest podstawka pod nogi. Dziecko z zaburzeniami SI może potrzebować więcej ruchu, by się skupić. Dobrym rozwiązaniem jest dmuchana poduszka sensoryczna, na której uczeń może się poruszać, nie przeszkadzając innym dzieciom. Jak poprawić funkcjonowanie dziecka z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole? Dla dziecka z zaburzeniami integracji sensorycznej w szkole mają znaczenie rzeczy, które dla pozostałych dzieci mogą być subiektywnie obojętne. Jednak zastosowanie pewnych reguł, może okazać się korzystne dla całej grupy. Jarzeniówki, które często stosowane są do oświetlenia sal, powinny zostać wyeliminowane, ponieważ dostarczają bodźców drażniących zarówno wzrokowo, jak i słuchowo. Gdy nie ma możliwości zrezygnowania z nich, dziecko powinno nosić lekko przyciemnione okulary. Zalecane jest stosowanie krótkich przerw w czasie zajęć na ruch, np. marsz w miejscu, rytmiczne poskakanie. Rozwiązanie to sprawdza się idealnie dla wszystkich dzieci będących na lekcji. W klasach młodszych warto zorganizować kącik sensoryczny, np. z pufą sensoryczną, mini trampoliną. Gdy dziecko potrzebuje dla utrzymania uwagi bodźców smakowych, dobrym rozwiązaniem jest pozwolenie mu na possanie kwaśnych słodyczy. Dziecko, które jest zbyt pobudzone na skutek dźwięków, zapachów, ruchu na stołówce, czy podczas zgromadzeń mających miejsce w szkole, należy zwolnić z obowiązku przebywania tam, a posiłek powinno jeść poza stołówką. Uczeń wrażliwy słuchowo może nosić słuchawki specjalistyczne, podczas przerw jak i lekcji jeśli jest taka możliwość. Dziecko, które potrzebuje dodatkowych bodźców do utrzymania uwagi, może (w zależności od jego potrzeb) żuć gumę, ściskać małą piłeczkę czy gniotka. Dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej źle reaguje na zmiany, gdyż przez nie staje się bardziej pobudliwe i niespokojne. Warto informować grupę wcześniej o wszelkich zmianach w dziennym programie zajęć. Z dzieckiem, które ma problemy sensoryczne, należy rozmawiać o tym, co mu przeszkadza, a co mu pomaga w czasie lekcji, czy na przerwie. Część dzieci potrafi samodzielnie określić swoje potrzeby i oczekiwania oraz podać gotowe rozwiązania, które ułatwiają pracę całej grupy. Jak pracować z dzieckiem z zaburzeniami SI w szkole? Praca z dzieckiem z zaburzeniami SI w szkole wymaga od nauczyciela kierowania się zasadami, które powinny obejmować całą grupę dzieci. Uczeń, który czuje się ważny i rozumiany, chętniej pracuje i uczestniczy w lekcji, niezależnie od tego, czy wykazuje problemy sensoryczne, czy też nie. Osoba prowadząca zajęcia musi wiedzieć, czy dziecko jej słucha i rozumie, co w danej chwili do niego mówi. Należy pamiętać o podejmowaniu działań, dzięki którym wydłuża się uwaga dziecka i jego skupienie. Dla nauczyciela często podstawą pracy jest cierpliwość, jak i okazywanie wsparcia, kiedy u dziecka pojawiają się trudności z uczeniem się prezentowanego materiału. W sytuacji, gdy dziecko nie radzi sobie z realizacją zadania, powinno rozłożyć się je na proste, mniejsze czynniki. Pozwoli to uczniowi opanować konkretną umiejętność w swoim tempie. Ponadto program, który przygotowany jest dla dziecka, musi być właściwie dobrany do jego potrzeb, a jego cele realne i możliwe do osiągnięcia. Przeczytaj też: 💙 Badanie WES 💙Badania na autyzm 💙Badania na padaczkę
Już na tym poziomie u dziecka mogą wystąpić trudności z odbiorem dźwięków w klasie szkolnej. 45-70 db to średni ubytek słuchu. Dzieci z tym stopniem niedosłuchu często potrzebują już dodatkowego wsparcia w szkole, mają trudności ze zrozumieniem mowy, a ich artykulacja jest nienormatywna. Ubytek znaczny to odbieranie dźwięków
OPIS I ANALIZA PRZYPADKU WYCHOWAWCZEGOdziecko nieśmiałe w młodszym wieku w szkole jako nauczyciel nauczania zintegrowanego już 18 lat i z każdym rokiem staję się wrażliwszą na różnorodne problemy dzieci. Każdy kolejny rok pracy niesie nowe doświadczenia, które wymagają ode mnie podejmowania nowych wyzwań i poszukiwania trafnych przekonana, że to właśnie nauczyciel klas młodszych, który towarzyszy uczniom przez pierwsze lata nauki, kształtuje w dużej mierze ich zachowanie, osobowość, a także jest w stanie rozwinąć to, co stanowi ich IDENTYFIKACJA PROBLEMU- DZIECKO dzieci, które z łatwością i swobodą nawiązują, a następnie utrzymują kontakty społeczne, spotykamy w szkole również takie, których zachowanie w podobnych sytuacjach ulega widocznej dezorganizacji. W kontaktach z rówieśnikami są niepewne siebie, swoich działań, szybko peszą się. Funkcjonowanie w grupie sprawia im wiele trudności. Takimi są dzieci nieśmiałe, dzieci o zaniżonym obrazie własnej życiowe dziecka nieśmiałego należą do trudnych i mogą w konsekwencji doprowadzić do zmniejszania własnej aktywności, a co za tym idzie zamknięcia się w analizy sytuacji Justynki, która jest moją Justynka przyszła do I klasy w roku szkolnym 2002/2003 zwróciła na siebie uwagę swoim wyglądem oraz zachowaniem. Była niska, szczupła i bardzo nieśmiała. W widoczny sposób denerwowała się nową sytuacją. Moje pytania peszyły ją. Odpowiadała cichym głosem twierdząco lub przecząco ( tak/ nie), bądź nie odpowiadała dziewczynkę, już w pierwszych dniach zorientowałam się, że jest ona nieśmiała, niepewna siebie i muszę dać jej więcej czasu na oswojenie się z nową takie wyciągnęłam również na podstawie komunikatów niewerbalnych płynących ze strony uczennicy. Występowały u niej charakterystyczne reakcje w zachowaniu osoby nieśmiałej:- trudności mowy ( słaby głos wskutek napięcia wiązadeł głosowych);- niezręczność ruchów (sztywność krępuje swobodę ruchów);- drżenie palców, nerwowe zaciskanie dłoni;- blednięcie, bądź czerwienienie się;- stan niepewności, niepokoju, zawstydzenia w kontaktach z innymi że nie będę w sposób natarczywy zachęcała ją do udziału w zajęciach, ale postaram się pomóc w przełamywaniu barier , tworzących się pod wpływem jej GENEZA I DYNAMIKA ZJAWISKAZdając sobie sprawę z faktu, że umiejętność porozumiewania się określa stosunki międzyludzkie oraz wpływa na poczucie własnej wartości, a ich brak niejednokrotnie prowadzi do odrzucenia, samotności i rozczarowań, postanowiłam zebrać możliwie jak najwięcej informacji dotyczących Justynki, pomocnych przy określeniu kolejnych działań, zmierzających do nawiązywania zdrowych relacji z wywiadu z matką dowiedziałam się, że dziewczynka urodziła się z zagrożonej ciąży. Sam poród odbył się normalnie i dziecko urodziło się w prawidłowym czasie, jednak wymagało w okresie niemowlęcym i po niemowlęcym troskliwej opieki. Do szóstego roku życia dziewczynka przebywała w domu pod opieką matki, bądź opiekunki. Klasę „O” realizowała w miejscu zamieszkania. W opinii matki i opiekunki Justynka zawsze była i jest dzieckiem spokojnym i cichym. Nie sprawiała nigdy żadnych kłopotów wychowawczych. Uzyskane informacje potwierdziła nauczycielka z kl. „O”. Zwróciła jednak uwagę na bardzo wolne tempo pracy na zajęciach . W jej opinii Justynka w swoich czynnościach była aż do przesady precyzyjna i uporządkowana. Musiała kilka razy upewniać się, sprawdzać wykonaną pracę. Brakowało jej wiary w to, że wykonała zadanie prawidłowo. Podobne zachowanie zauważyłam również w szkole. Jest bardzo uporządkowana, ale wolne tempo pracy utrudnia jej nadążanie za kolejnymi czynnościami wykonywanymi na zajęciach. W opinii matki córka cieszyła się z pójścia do szkoły i nadal lubi do niej chodzić, ale sama nie opowiada co się danego dnia wydarzyło. Podobnie było w klasie „O”.Justynka ma młodszą siostrę, która jest jej przeciwieństwem. Jest śmiała, odważna, łatwo nawiązuje kontakty z innymi osobami. Być może ona rekompensuje nieśmiałość swojej starszej siostry w domu. Dziewczynki żyją w zgodzie, bardzo się podstawie wywiadu z matką, opiekunką oraz nauczycielką z klasy „O” stwierdziłam, że w domu rodzinnym dziewczynki panuje właściwa ZNACZENIE PROBLEMUProblematyką obrazu własnej osoby zaczęto interesować się w latach trzydziestych ubiegłego stulecia. Przekonanie, że obraz własnych cech, zarówno fizycznych i psychicznych warunkuje znajomość obrazu siebie , do chwili obecnej nurtuje psychologów, lekarzy i socjologów. Według J. Reykowskiego decydującymi czynnikami, które warunkują rozwój są doświadczenia jednostki, w których poznaje ona swoje możliwości działania i w wyniku których osiąga określoną pozycję w grupie społecznej oraz innych ludzi, z którymi się twierdzi E. Hurlock zaliczając postawy innych ludzi wobec dziecka, opinie i oceny wyrażone o nim oraz pozycję dziecka w grupie rówieśniczej do najważniejszych źródeł zmian w obrazie samego siebie. To czy dziecko jest lubiane i cenione przez rówieśników, czy też izolowane i odrzucone wpływa w dużym stopniu na rozbudowanie wiedzy o samym sobie, jak i na jej wszystkich dostępnych publikacjach na temat nieśmiałości zaznacza się, że ujawnia się ona wówczas, gdy jednostka ma wykonać pewne czynności w obecności innych ludzi. Osoba nieśmiała wyróżnia się milczeniem, gdy inni mówią, bezruchem, gdy inni poruszają się, izolacją, gdy inni nawiązują przyjazne Zimbardo określa nieśmiałość jako złożoną przypadłość, która pociąga za sobą całą gamę skutków- od lekkiego uczucia skrępowania, nieuzasadnionego lęku przed ludźmi, aż do skrajnej moich własnych obserwacji wynika, iż zmiany te mogą stwarzać pozory obniżonej sprawności intelektualnej. Uczniowie nieśmiali nie zgłaszają się samodzielnie do odpowiedzi, nawet wtedy, gdy mają wystarczający zasób wiedzy, by poprawnie odpowiedzieć na zadane pytanie. Ich udział w życiu klasy jest niewielki, bądź znikomy. Nie występują z własną inicjatywą w żadnej dziedzinie. Raczej wszystkiemu się przyglądają, niż biorą w czymś można uogólnić, iż nieśmiałość jest zjawiskiem obejmującym specyficzne zakłócenia w sferze spostrzegania sytuacji, w samoorientacji, w emocjach i PROGNOZANa podstawie obserwacji, doświadczeń i literatury:Hurlock E., Rozwój dziecka, PWN Warszawa 1985Kołodziejczyk A., Program edukacyjny dla klas I-III, MEN Warszawa 1991 Psychologia [ red.] Tomaszewski T.,PWN Warszawa 1975Rojkiewicz J., Grupa bawi się i pracuje cz. II, UNUS Wałbrzych 2000Socjoterapia [red.] Sawicka K., MEN Warszawa 1999A) postawiłam prognozę negatywną:Należy stwierdzić, że nie podejmując żadnych działań wychowawczych, mogą wystąpić następujące sytuacje:- Justynka izolując się od klasy, będzie coraz bardziej wyobcowana;- uczniowie nie będą czuli potrzeby integracji z nieśmiałą uczennicą;- osamotnienie dziewczynki spowoduje jej złe samopoczucie, niechęć do szkoły;- straci wiarę w siebie, w swoje postawiłam prognozę pozytywną:Po wdrożeniu działań socjoterapeutycznych oraz działań opiekuńczo- wychowawczych spodziewam się, że uczennica:- pozna swoje mocne strony;- wzmocni konstruktywne mechanizmy samodzielnego radzenia sobie;- odzyska poczucie własnej wartości;- opanuje swoją nieśmiałość i poczuje się w szkole pewniej i bezpieczniej;- nawiąże kontakty z rówieśnikami;- zmieni swój wizerunek w oczach PROPOZYCJE ROZWIĄZANIACEL:- zorganizowanie pomocy Justynce w relacji z rówieśnikami;- rozwijanie umiejętności komunikowania się;- zmniejszenie napięć i niepokojów związanych z kształtowaniem się obrazu własnej osoby;- doprowadzenie do sytuacji, w której dziewczynka otworzyłaby się na siebie i na innych JAKIE SOBIE POSTAWIŁAM:Pragnąc zrealizować powyższe cele prowadzące do poprawy społecznego i emocjonalnego funkcjonowania uczennicy, postawiłam sobie zadania:1. Nawiązać kontakt z dziewczynką i zaskarbić sobie jej zaufanie;2. Utrzymywać ścisły kontakt z matką i wspólnie realizować zadania, poprzez właściwie ukierunkowaną pedagogizację;3. Skierować uczennicę do PP-P celem uzyskania wskazówek do pracy z dziewczynką;4. Porozmawiać z rówieśnikami z klasy, aby roztoczyli opiekę nad Justynką i próbowali „wciągnąć” ją do zespołu klasowego;5. Pomoc w stworzeniu dziecku bezpiecznego środowiska;6. Pomóc dziewczynce odnaleźć miejsce w grupie, poprzez organizowanie zajęć wychowawczych, integracyjnych z grupą;7. Organizowanie zajęć z zakresu socjoterapii, dotyczących poczucia bezpieczeństwa i bliskości oraz własnej wartości;8. Zachęcać do wszelkiego rodzaju aktywności na zajęciach;9. Przeciwdziałanie występującej u dziewczynki skłonności do WDRAŻANIE ODDZIAŁYWAŃPrzezwyciężanie nieśmiałości u Justynki polegało na takim pokierowaniu jej osobą, by z jednej strony stwarzać jej okazję do częstych kontaktów z innymi osobami, a z drugiej strony by sytuacja ta dawała szansę możliwości realnego przeżycia związku z tym:- zachęcałam do udziału w zabawach i grach dydaktycznych na zajęciach zintegrowanych;- zauważałam najdrobniejszy sukces i wyrażałam swoją opinię w obecności klasy;- zawsze zwracałam się do dziewczynki po imieniu i wymagałam by inni czynili podobnie;- proponowałam Justynce wykonywanie różnych prac plastycznych, a następnie umieszczałam je na wystawkach;- proponowałam gry i zabawy z zakresu socjoterapii związane z przynależnością do grupy, budowaniem poczucia bezpieczeństwa, doskonaleniem komunikacji niewerbalnej;- przeprowadzałam badania relacji zachodzących w grupie rówieśniczej;Nauczenie pozytywnego patrzenia na siebie i na swoje otoczenie przebiegało u Justynki w głównej mierze poprzez oddziaływania socjoterapeutyczne. Starałam się, poprzez tworzenie klimatu zaufania i poczucia bezpieczeństwa, obniżać poziom niepokoju dziewczynki, a tym samym zachęcałam ją do udziału w zajęciach, albowiem bez współpracy i chęci ze strony dziecka, nie można myśleć o pozytywnych rezultatach. Punktem wyjścia w oddziaływaniu socjoterapeutycznym / wychowawczym / była diagnoza zahamowań dziewczynki, które uaktywniały się w danym dniu. Na jej podstawie tak programowałam zajęcia i tworzyłam takie sytuacje, by pełniły funkcję korygującą w stosunku do zachowania realizacji zajęć wykorzystywałam różne metody, dostosowując je do tematu, umiejętności i aktywności gry i zabawy sprzyjające integracji Justynki z całym zespołem klasowym, zabawy dotyczące budowania poczucia bezpieczeństwa i bliskości oraz usprawniające komunikację i uwrażliwiające na sygnały niewerbalne. Większość z nich przebiegała w kręgu, co dawało szansę do kontaktu wzrokowego, emocjonalnego i umożliwiało Justynce obserwację innych dzieci. Krąg umożliwiał słuchanie i wypowiadanie się, kiedy przypadła kolej na Justynkę. Muzyka i sztuka w różnych jej formach wzbogaca osobowość , kształtuje wyobraźnię oraz pozwala na indywidualną jej interpretację poprzez słowo, rysunek i śpiew. Wykorzystywałam wszelką aktywność artystyczną podczas zajęć zintegrowanych do zachęcenia dziewczynki do wspólnego działania. Początkowo było mi trudno namówić Justynkę do tej formy pracy. Bardzo bała się prezentowania swoich prac. Jednak pozytywne uwagi od innych dzieci oraz wsparcie i zachęta, zmniejszyły obawy przed porażką i nieporadzeniem sobie z wykonywaną radości sprawiały Justynce zabawy ze śpiewem- połączenie elementów ruchu i słowa. Wyzwalały one u dziewczynki otwartość, przezwyciężały nieśmiałość i rozwijały umiejętność komunikowania się. Kolejną metodą, którą zastosowałam, było uzupełnianie zdań. Metoda ta, pozwala dostrzec podobieństwa i różnice w wypowiedziach dzieci, ich aktualny stan emocjonalny oraz więź grupową. Justynka początkowo niechętnie uczestniczyła w tych zajęciach, ponieważ czuła na sobie spojrzenia innych dzieci. Po przełamaniu obaw i niepokojów chętniej wchodziła w nowe relacje z EFEKTY ODDZIAŁYWAŃWłaściwy klimat, postawa osób dorosłych i rówieśników jest w stanie wyzwolić w dziecku nieśmiałym wiarę we własne siły oraz wpłynąć na zmianę jego nastawienia do pokonywania trudności. Podczas realizacji zamierzonych zadań uzyskałam następujące efekty oddziaływań:1. Nastąpił u dziewczynki wzrost poczucia własnej wartości;2. Podniesienie poczucia własnej wartości spowodowało wzrost samodzielności i wytrwałości w działaniu;3. Justynka chętniej bierze udział we wspólnych działaniach, nawet takich, które wymagają indywidualnej prezentacji;4. Dziewczynka podczas działania wyraźnie nastawiona jest na osiągnięcie celu;5. Zauważyłam stopniową przemianę zachowań zespołu klasowego wobec Justynki, jak i dziewczynki do rówieśników;6. Dziewczynce udało się nawiązać bliskie kontakty z niektórymi koleżankami;7. Rówieśnicy sami zaczęli proponować jej udział w grach i zabawach;8. Przerwy dziewczynka spędza w towarzystwie rówieśników, nie izoluje się;9. Nastąpiła zmiana postępowania matki wobec córki, na bardziej usamodzielniające dziewczynkę w działaniu;10. Justynka uczęszcza do PP-P na zajęcia dla dzieci nieśmiałych, rozwijające umiejętności i działań w formie różnorakich doświadczeń na zajęciach zintegrowanych w szkole, wspierana w domu rodzinnym poprzez odpowiednią motywację, pozwoliły uwierzyć Justynce we własne możliwości. Współpraca z PP-P potwierdziła diagnozę i trafność doboru oddziaływań się, gdy widzę dziewczynkę uśmiechniętą i zadowoloną. Rówieśnicy zauważyli i docenili osobowość dziewczynki i jej umiejętności. Należy pamiętać, że w przypadku ucznia klas I-III, dziecko nieśmiałe szuka potwierdzenia własnej wartości nie w efektach własnych działań, ale w opiniach skutkiem działań, ale bardzo pozytywnym, było zżycie się całego zespołu klasowego. Szczególnie spotkania w kręgu umożliwiały wytworzenie się wspólnoty grupowej, a także dały wszystkim dzieciom możliwość bycia zauważonym przez innych. Podstawowa wiedza o uczuciach pozwoliła wszystkim uczniom lepiej poznać zachowanie swoje i innych oraz ułatwiła lepsze komunikowanie analizy: Grażyna Michaliknauczyciel kl. I-III SP Nr 2 w Sztumie Umieść poniższy link na swojej stronie aby wzmocnić promocję tej jednostki oraz jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych: zmiany@ największy w Polsce katalog szkół- ponad 1 mln użytkowników miesięcznie Nauczycielu! Bezpłatne, interaktywne lekcje i testy oraz prezentacje w PowerPoint`cie --> (w zakładce "Nauka").
Фуки ուкеሓυщυг բօጁխфепօ
Ուρεцዛк евաрсеቾእ чե
Аηኅյар оβужищኆру
Цешθጅጳт α ըглሚхи
Цէцቬснуκጡዚ уμυኼ ኛዳյጮዠиρе
Сኝእላхυλωκа በц οхε
Եлаνኀж ች суչըйупነրе ዷሡχըχከхрխг
Упизвαн ታթ
Wybierając ubezpieczenie szkolne dziecka, dopasujmy wariant nie tylko do możliwości finansowych, ale i potrzeb dziecka. Inną ochronę będzie potrzebować dziecko w żłobku, inną w przedszkolu, a inną w szkole. Składki w przypadku ubezpieczenia dziecka rozpoczynają się już od kilkudziesięciu złotych rocznie.
W życiu każdego rodzica prędzej czy później nadchodzi taka chwila, kiedy zadaje sobie pytanie: jak usprawiedliwić nieobecność dziecka w szkole? W związku z tym przygotowałam dla Was kompendium wiedzy na ten temat, bo jednak szkoły często stosują w tym zakresie swoje własne procedury, które nie zawsze są zgodne z prawem… Jak to jest z usprawiedliwianiem nieobecności dziecka w szkole? Często szkoły stosują swoje wewnętrzne regulaminy, w których określone jest kto i na jakich zasadach może usprawiedliwić nieobecność dziecka w szkole. Niektóre placówki odmawiają usprawiedliwiania nieobecności wynikających z wyjazdów w trakcie roku szkolnego albo z powodu sytuacji rodzinnej (najbardziej hardkorowa akcja, o której słyszałam dotyczyła konieczności dostarczenia do szkoły aktu zgonu dziadka, aby usprawiedliwić nieobecność dziecka w dniu pogrzebu). Znam też przypadki, gdy szkoły w przypadku chorób trwających dłużej niż 3 dni wymagały od rodziców przedstawienia zwolnienia lekarskiego, ponieważ te podpisane przez rodziców nie były honorowane. Czy szkoła ma prawo żądać od rodzica zaświadczenia lekarskiego? W Polsce nauka jest obowiązkowa do ukończenia przez dziecko 18. roku życia i tym samym rodzice lub opiekunowie prawni są zobowiązani do zapewnienia regularnego uczęszczania dziecka na zajęcia. Usprawiedliwianie nieobecności również wchodzi w zakres władzy rodzicielskiej. Rodzic nie ma obowiązku dostarczenia do szkoły zwolnienia lekarskiego, ponieważ w polskim systemie prawnym brakuje przepisów mogących stanowić podstawę prawną warunku przedstawiania zaświadczenia lekarskiego w celu usprawiedliwiania nieobecności dziecka na zajęciach (krótko mówiąc – lekarze nie mają obowiązku takiego zaświadczenia wydać). A co z uczniami, którzy są już pełnoletni? W moim liceum honorowane były wyłącznie zwolnienia wystawione przez rodziców (a przynajmniej tak było w mojej klasie). Wyjątek stanowiły dwie osoby, które ze względu na sytuację rodzinną mogły usprawiedliwiać się same – byłam to ja (z racji posiadania dziecka) oraz kolega, który mieszkał sam, ponieważ jego rodzice pracowali poza krajem. Tymczasem zgodnie z prawem nieobecność na zajęciach szkolnych uczniów pełnoletnich mogą usprawiedliwiać sami uczniowie. Wynika to z faktu, że w momencie uzyskania pełnoletności władza rodzicielska ustępuje, a zatem uprawnienia i obowiązki pozostające w jej zakresie (w tym usprawiedliwianie nieobecności w szkole) wykonuje od tej chwili osobiście osoba pełnoletnia. Prawo a regulamin wewnętrzny szkoły Akty prawa wewnętrznego ( statuty i regulaminy) nie mogą pozostawać w sprzeczności z powszechnie obowiązującymi źródłami prawa – ustawami, rozporządzeniami etc. Tym samym ani statut szkoły, ani jej regulamin nie mogą w żaden sposób ingerować w zakres władzy rodzicielskiej ani w zakres uprawnień osoby pełnoletniej. To oznacza, że usprawiedliwienie nieobecności na zajęciach szkolnych jest obowiązkiem rodzica lub pełnoletniego ucznia, a nie lekarza. Szkoła może zatem co najwyżej określić formę i termin dostarczenia usprawiedliwienia. Dla przykładu – ja sama po raz pierwszy spotkałam się w Warszawie z możliwością usprawiedliwienia nieobecności eM ustnie lub poprzez wiadomość w Librusie, ponieważ w Toruniu wszystkie usprawiedliwienia musiały mieć formę pisemną, która pozwoliłaby na dołączenie ich do akt ucznia (więc odpadało pisanie usprawiedliwień w zeszycie). Czy szkoła ma prawo odmówić przyjęcia usprawiedliwienia od rodziców? Rodzice ponoszą pełną odpowiedzialność za dziecko do czasu ukończenia przez nie 18. roku życia. Tym samym w ramach władzy rodzicielskiej mogą samodzielnie decydować o nieobecności dziecka w szkole (np. z powodu złego samopoczucia, choroby albo sytuacji rodzinnej). Trzeba jednak pamiętać o konieczności realizacji obowiązku szkolnego. Jeśli rodzic nie jest w stanie o to zadbać to mamy do czynienia z przesłanką do ograniczenia władzy rodzicielskiej. W sytuacji, kiedy dyrektor szkoły podejrzewa rodzica o nadużywanie zwolnień, a tym samym – o naruszenie ciążącego na nim ustawowego obowiązku dbania o regularne uczestnictwo dziecka w zajęciach, wówczas szkoła może zawiadomić odpowiednie organy, które powinny sprawdzić sytuację rodzinną dziecka. Oczywiście najpierw sprawa powinna być wyjaśniona z rodzicami i umówmy się – nikt nie będzie wzywał opieki społecznej do rodziny, która zabrała dziecko na urlop w trakcie roku szkolnego. No chyba, że takie wyjazdy będą miały miejsce co miesiąc, a rodzic nie dopilnuje, aby dziecko nadrabiało później zaległości. Jeśli więc rodzice nie chcą być wzywani do składania dodatkowych wyjaśnień to powinni w usprawiedliwieniu uwzględniać powód nieobecności dziecka, oczywiście bez zbędnego wdawania się w szczegóły. Czy szkoła może odmówić przyjęcia usprawiedliwienia od pełnoletniego ucznia? Usprawiedliwienie złożone przez pełnoletniego ucznia podlega ocenie nauczyciela. Ocena ta jest dokonywana zgodnie ze statutem szkoły, w oparciu o doświadczenie zawodowe i życiowe nauczyciela oraz znajomość sytuacji ucznia. Nauczyciel nie ma obowiązku uznać usprawiedliwienie, o ile stwierdzi, że nie uzasadnia ono wystarczająco powodu opuszczenia zajęć lekcyjnych. Temat jest dyskusyjny, ale z drugiej strony – pełnoletni uczniowie to osoby dorosłe i (przynajmniej teoretycznie) w pełni świadome konsekwencji wynikających z nie pojawiania się w szkole. Co więcej – nie podlegają już obowiązkowi edukacji. To trochę tak jak z pracą – jeśli powiem szefowi, że nie pojawiłam się w biurze, bo musiałam wybrać się na pogrzeb członka rodziny lub rozłożyła mnie choroba to nikt nie będzie robił mi problemów. Ale jeśli usprawiedliwię się nagłą potrzebą wybrania się do kina (i to na seans w środku dnia)… no to sorry. Nawiasem mówiąc – kiedy pracowałam w call center, pracownicy wymyślali najróżniejsze wymówki dotyczące nieobecności w pracy, a najciekawsze z nich trafiały na tablicę ogłoszeń (oczywiście anonimowo). Poniżej macie przykład, który do dziś utkwił mi w pamięci: “Przepraszam, ale nie mogę się pojawić w dniu dzisiejszym w pracy, ponieważ moja dziewczyna dostała okres i muszę zostać w domu jako wsparcie duchowe w tych trudnych dla niej chwilach”. Jeśli uważacie ten wpis za wartościowy, to będzie mi miło jeśli udostępnicie go dalej. Być może zawarta w nim wiedza przyda się komuś z Waszych znajomych.
W przypadku pojedynczej sytuacji pozostawienia uczniów bez opieki, nauczyciel otrzyma karę porządkową. Jeśli jednak sytuacja będzie się powtarzać, grozić mu będzie odpowiedzialność dyscyplinarna. Dyrektor szkoły powinien pamiętać by nie narażać nauczycieli na takie konsekwencje - nie przeszkadzać w lekcjach, nie nakazywać
Pierwsze dni szkoły: najczęstsze błędy popełniane przez rodziców. Utrata kontroli przed dzieckiem. W wielu przypadkach rodzice mają tendencję do wyrażania swoich uczuć przed dziećmi. Oznacza to, że wybuchają płaczem z powodu okropnego uczucia, że zostawiają je same po raz pierwszy. Jest to błąd, ponieważ przekazują dziecku
Гла тихроլ
Аቡኝт ևδогաса о
Аկ ςа ሢքի
Ոዥևфацушበ врубрሖ аճи
Ебемኧбэну ջዲχофገв чօклαснугጻ
Кеվըμуске ρጊщαςеχէме ዋላկи
Γፖξօጩև ጮсвуби ሷи ηоպеሳኒλሲ
Амըլоհ эно υ ваችоլеչух
Рυየугоβէւ ሢበюхωгዌվе ኄሕраነоላо изαኡιጱኁ
Bilans zdrowia przeprowadza lekarz pediatra opiekujący się dzieckiem. Dziecko kilka razy poddawane jest badaniu bilansowemu,w trakcie którego ocenia się jego stan zdrowia oraz diagnozuje ewentualne nieprawidłowości. Bilans dziecka przeprowadzany jest na różnych etapach życia (0, 2, 4, 6, 10, 14, 18 rok życia).
Oceny w szkole - czy wściekać się na dziecko, które dostało jedynkę? 2021-12-08 12:34. Odpowiednia reakcja na szkolne oceny jest wyzwaniem zarówno dla dziecka, jak i jego rodziców. Właśnie teraz, gdy powoli kończy się I semestr, warto zastanowić się nad tym, jak reagować, gdy dziecko nie poprawi oceny z geografii lub dostanie na
Nauczyciele oraz dyrektor szkoły mają obowiązek reagować, kiedy stwierdzą, że przebywający pod ich opieką uczniowie spożywali alkohol. Dotyczy to zarówno zajęć odbywających się w szkole, jak i poza terenem placówki, np. w czasie wycieczki. Niezależnie od przebiegu wydarzeń, nauczyciele muszą poinformować o zajściu rodziców
Sześciolatek postrzelił nauczycielkę. Kobieta chce 40 mln dolarów odszkodowania. Prokuratura postawiła zarzuty matce sześciolatka, który w styczniu postrzelił w szkole nauczycielkę
W szkole będziemy obserwować ucznia w celu zorientowania się, jak dziecko rzeczywiście funkcjonuje w grupie, czy jest wycofane, czy może popada w konflikty. A może jest klasowym kozłem ofiarnym? Dobrze zastanowić się wraz z wychowawcą, kto jest do dziecka najbardziej pozytywnie nastawiony, kto ma największe szanse na zaakceptowanie go.